Klacz zaczeła prowadzić mnie w jakimś kierunku, aż w końcu zatrzymałyśmy się na jakims urwisku. Zobaczyłam zielone korony drzew, czyste, wolne już od chmur niebo oraz malownicze góry na horyzoncie, a to wszystko łączyło się w jedną piękną krainę oświetlaną przez słońce wychylające się zza szczytów gór. Za nami z kolei widziałam las, z któego dopiero co wyszłyśmy, oraz pustynię, przez którą przeprawiałam się z dobry tydzień. Piasek odbijający promienie światła mżna dostrzec nawet stąd, mimo iż dzieli nas całkiem spory odcinek drogi. - Widzisz właśnie terytorium Heaven Hooves. - oznajmiła podobna do mnie klacz. Była do mnie nawet całkiem podobna. Ten sam kolor sierści, podobna grzywa i ogon, ksztaut oraz wielkość uszu... z jedną różnicą, ona ma dwie pary skrzydeł z czego jedna przypomina swoja fakturą nocne niebo usłane tysiącami gwiazd, a ja nie mam nawet jednego skrzydła. - A co to jest to... Heaven Hooves? - spytałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz