Strony

niedziela, 8 lutego 2015

Od Anguy- Dorastanie Mavi- Quest "Choroba naszego przyjaciela"

Był to dość ponury dzień... od samego rana nie było widać ani odrobiny słońca, krywało się ono pod grubą warstwą ciemnych chmur przysłaniających całe niebo. Mimo to, jednak dzięki białemu śniegowi pokrywającemu całą krainę miało się wrażenie, że jest nieco jaśniej.
- Mamo! - zawołała w pewnej chwili moja smoczyca, Mavi. - Idziemy na polowanie? - spytała. Zdziwiłam się nieco słysząc te słowa... pierwszy raz od dawna Mavi chce iść na polowanie razem ze mną, nie miałam jednak zamiaru odmawiać. Byłam głodna, nawet bardzo.
- Pewnie, chodź. - wyszłyśmy razem z jaskini. - Na co masz ochotę? - spytałam smoczycy.
- A Bawół może być? - znów zaskoczyła mnie swoja propozycją... skąd ja mam jej wziąć bawoła?!
- Bawoła? - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Yhm. - potwierdziła. - woła... ostatnio widziałam takie duże stadko... proszeee. - po chwili myślenia zdecydowałam się zgodzić na polowanie na to wielkie zwierze. Nie będzie to jednak łatwe. Bawoły to bardzo silne, stadne zwierzęta. Bronią się zaciekle... ale z pomocą smoka pokonanie go nie powinno sprawić problemów.
- W porządku, prowadź - powiedziałam na co Mavi bardzo się ucieszyła. Zaczęła biec przed siebie prowadząc mnie do miejsca, w którym widziała owe stadko Bawołów. 
Gdy w końcu dotarłyśmy na szczyt wzgórza pod którym pasło się stado tych wielkich parzystokopytnych, mimo świadomości jaką miałam już wcześniej, byłam zaskoczona tym widokiem. Niesłychane... Bawoły, tutaj, zimą... ale prawdą jest, iż zwierząt tych jest tu tak wiele, że trawa nie została nawet pokryta śniegiem. Przebywają tu dosyć długo.
- To który jest twoim wybrankiem? - spytałam Mavi. Po chwili wskazała na sporej wielkości byka, rannego jednak w nogę. Stał lekko na uboczu, z drugiej strony stada.
Zaczęło się polowanie. Smoczyca zaczęła skradac się ku zdobyczy z drugiej strony, a ja postanowiłam ułatwic jej nieco zadanie odwracając uwagę stada... bo w końcu kto bałby się zwyczajnej klaczy? Wyłoniłam się zza wzgórza i zawołałam.
- Siemacie! - uśmiechnęłam się do bawołów, które skierowały ku mnie swoje zdziwione spojrzenia. - wiecie może jak stąd można dojść do altanki Shu i Shan? Bo widzicie... nieco się zgubiłam przez ten śnieg... - zaczęłam. - oczywiście się nie obrażę jeśli nie wiecie... ale miłoby było, gdybyście powiedzieli jak tam dojść. To dla mnie bardzo, ale to bardzo ważne. Mam mało czasu... właściwie to prawie go nie mam... ale chwilę jeszcze chyba znajdę na spytanie się was... - nadawałam tak szybko, że nawet sama siebie dziwiłam, ale co chwile do moich ust wpadało kolejne słowo, które prędko się ze mnie wydobywało. Mavi prawie skończyła skradać się do rannego bawoła. - chcę jeszcze was przeprosić za najście... ale to jest naprawdę dla mnie ważne, abym dotarła pod ta altankę jak najszybciej, bo czeka tam na mnie mój ukochany, umówiłam się tam z nim i pewnie już na mnie czeka, a ja się zgubiłam i nie wiem jak do niego dojść... no nie... a jeśli pomyśli, że specjalnie nie przyszłam? Proszę! Pomóżcie mi! To jest sprawa niezwykłej wagi... życia i śmierci... chyba umrę, jeśli Delsin sobie pomyśli, że nie chcę go już znać... umrę, rozumiecie!? - przerwałam na moment. Z mojego oka wydobyła się łza. Prawdziwa... Delsin, znów go wspomniałam, choć nieświadomie... na szczęście w porę się pozbierałam. - to jak... pomożecie znaleźć mi drogę do tej altanki? - bawoły spojrzały po sobie.
- Powtórzyłabyś jeszcze raz? Altanki Sachu i Solu? - zawołał jeden z nich, nie zdążyłam jednak odpowiedzieć gdyż Mavi doszła już na miejsce.
- Teraz! - krzyknęłyśmy jednocześnie i w mgnieniu oka zbiegłam na sam dół raniąc przy tym kilka bawołów, smoczyca z kolei zabiła nasz wspólny cel. Teraz trzeba było już tylko sprawić by pozostałe bawoły nas zostawiły, co niestety nie jest takie proste do wykonania. Nie było ich co prawda zbyt wielu, bo jedynie ośmiu nie licząc martwego, ale wystarczyłby zapewne jeden do pokonania mnie... ile bawołów musi być do zabicia Mavi - pewna nie jestem. W każdym razie, smczyca wyraźnie nie miała zamiaru rozmyślać nad naszymi szansami. Bez chwili namysłu rzuciła się do boju i na samym wejściu swoim ogniem odstraszyła kilka z bawołów, pozostałe, gdy zobaczyły, że nie maja szans - i tak uciekły. Przystąpiłyśmy więc do jedzenia.
Ja najadłam się już po kilku kęsach - bawole mięso jest bardzo sycące, zaś Mavi... ona pożarła całego, zostawiła jedynie kości. Nagle wydarzyło się coś dziwnego. Smoczyca błyskawicznie wstała i zaczęła uciekać, a po chwili wzniosła się w powietrze i prędko zniknęła mi z pola widzenia. Ruszyłam z nią i rozglądałam się w poszukiwaniu Niebieskiej aż do wieczora, lecz nie zdołałam jej odnaleźć. Wciąż nie wiem czemu zniknęła, lecz musiała mieć jakiś powód... tylko jeszcze nie wiem jaki.
Zrezygnowana przemieniłam się w potwora, a rano obudziłam się w samym środku kręgu z martwych bawołów, które wcześniej wraz z towarzyszką zmusiłyśmy do ucieczki.

Kolejny poranek, niedawno zaczęła się wiosna... a Mavi wciąż nie wróciła. W zasadzie to juz straciłam nadzieje an to, że wróci kiedykolwiek... po prostu odeszła i nigdy jej już nie zobaczę. Światło jakie zasiała w moim sercu w dniu, w którym znalazłam jej jajo porzucone w jaskini ukrytej głęboko po ziemią - zgasło, zapewne na dobre... chyba, że zdarzyłby się cud. Ale się nie wydarzy.
Wyszłam z jaskini i ruszyłam przed siebie, bez celu... tak po prostu. Nie mam innego zajęcia. Od dawna juz nikt w stadzie nie zachorował więc też nikt nie trafił do mnie na leczenie. Tak więc moim jedynym obecnym zajęciem jest mordowanie bezbronnych królików i innych stworzeń oraz bezsensowne spacery po terenach stada - nic, co kogokolwiek by zainteresowało. Do tego jedynym powodem dla którego inni mnie odwiedzają są choroby i rany. Więc, skoro nikt nie choruje - ja nie mam gości. 
A jednak tu jestem... zostałam, choć właściwie nikt się mną nie zajmuje, nikogo nie obchodzi czy dobrze się czuję, czy się nie nudzę, czy nie jestem samotna. Bo po co ktoś miałby się przejmować kimś takim jak ja? No właśnie... nie ma powodów.
W pewnej chwili jednak poczułam coś dziwnego. W moim sercu zaczęło robić się cieplej, a nade mną pojawił się cień. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
~"Czyli cudy jednak się zdarzają..." ~ pomyślałam i spojrzałam się w stronę smoczycy, która właśnie wylądowała przede mną i uśmiechnęła się do mnie.


- Mavi! - podbiegłam do swej towarzyszki i przytuliłam ją najlepiej jak potrafiłam. Ona jednak jedynie jęknęła z bólu. - co ci jest? - spytałam odsuwając się od niej. Nie opowiedziała, a zamiast tego upadła bezsilnie na ziemię obnażając przede mną paskudną wysypkę, którą miała na brzuchu oraz wielką wypaloną ranę pod skrzydłem. Od razu wiedziałam co to jest, jednak wiedza ta wcale nie poprawiła mi się humor... wręcz przeciwnie. Mavi jest chora na śmiertelnie groźną i niezwykle trudną do wyleczenia chorobę, a do tego - bardzo zaraźliwą, na szczęście niegroźną dla koni. Wiedziałam co muszę zrobić - jak najprędzej znaleźć lekarstwo bo inaczej Mavi nie przeżyje zbyt długo... pojawił się niestety jeszcze jeden problem. Ona nie może leżeć tak tutaj, w samym środku lasu. Trzeba ja przenieś do mojej jaskini, ale do tego potrzebne są inne smoki, których nie mamy wiele. Dodatkowo jest wielkie ryzyko, że inne też zachorują, ale gdybym zdobyła lekarstwo na czas... podejmę ryzyko. Muszę ją uratować, choćbym sama miała zginąć.
- Trzymaj się, zaraz wrócę. - powiedziałam i rzuciłam się pędem do jaskini należącej do Foxtrotta. Jego smok jest największym wśród wszystkich w stadzie choć nie wygląda i nie jest zbyt przyjazny, na rozkaz Fox'a pomoże.
- Fox! Jesteś? - zawołałam, a po paru sekundach z cienia wyłonił się owy gniadosz.
- Tak? - spytał
- Potrzebuję Kukulkana. - oznajmiłam na co ogier zrobił doprawdy zaskoczoną minę, ale w zasadzie... ja też pewnie dziwiłabym się gdyby ktoś powiedział tak o Mavi.
- Mavi jest chora, trzeba ja przenieś w bezpieczne miejsce... proszę. - Musiałam chwile przekonywać Fox'a do pomocy mi i smoczycy, jednak w efekcie końcowym uzyskałam pomoc smoka chaosu. Pozostało już tylko zaprowadzić go do Mavi, co na całe szczęście nie zajęło wiele czasu, większy problem sprawiło zmuszenie Kukulkana do pomocy ale i tego w końcu zdołałam dokonać. Po około połowie z godziny moja smoczyca leżała już bezpiecznie w mojej jaskini, a ja mogłam spokojnie rozmyślać co zrobić... to znaczy, myśleć nad planem leczenia bo nie ulega wątpliwości iż choroba prędko rozniesie się na pozostałe smoki nawet, jeśli nie będą miały bezpośredniego kontaktu z choroba - przenosi się ona poprzez powietrze i niełatwo jej niknąc.
Zaczęłam zaglądać w najciemniejsze rejony mojej pamięci by wygrzebać z niej wszystko o owej chorobie... wysypka... rany jak od poparzeń... po pewnym czasie ślepota, na szczęście czasowa, i straszny ból... lekarstwo... jad Hermortaja. Nie będzie łatwo go zdobyć ale podejmie się temu zadaniu.


Zawiesiłam sobie na szyję sakiewkę do której włożyłam tylko niezbędne przedmioty, czyli słoik na jad i jeszcze jeden, zapasowy słoik w razie, gdyby tamten uległ zniszczeniu.
Wybiegłam z jaskini i ruszyłam do grot Hagastove, w których to znajduje się legowisko stworzenia, którego jad jest mi niezbędny do stworzenia lekarstwa dla smoków.


Ku mojemu zdziwieniu wkroczyłam do jaskini bez wahania, jakby to było dla mnie codziennością - wkraczanie na teren iście niebezpiecznego potwora, który może mnie zabić jednym ugryzieniem. Na szczęście, Hermontaj w ciągu dnia śpi więc to nie problem podkraść się do niego, jednak aby wziąć od niego jad, musi być przytomny... i tu pojawia się problem. Podeszłam po cichu do śpiącego stworzenia i przyłożyłam mu do rogu jeden ze słoików.

Od razu po tym odsunęłam się i zaczęłam hałasować. Hermontaj od razu się obudził i wściekł faktem iż został tak bezczelnie przebudzony ze snu. Zaskoczył się jednak, gdy stracił władze nad swoim ciałem za sprawą mojej mocy. Podeszłam ostrożnie do potwora i zdjęłam z jego rogu napełniony już po brzegi słoik. Czym prędzej wróciłam do swojej jaskini i po jakiejś godzinie lekarstwo było już gotowe. Podałam je Mavi i pozostałym smokom gdyż moje przeczucia się sprawdziły - wszystkich smoki w stadzie zachorowały, ale po paru godzinach od podania im leku zaczęły zdrowieć.
Następnego dnia ktoś mnie odwiedził...

Ktosiu? >

Zaliczone!
Nagrody w sklepie + 1 Pochwała
Ale poprawiać twoje błędy ort. to katorga XD

1 komentarz:

  1. życie xd

    Alt mi czasami nie zaskakuje i w taki oto sposób powstaje "sie" zamiest "się"

    OdpowiedzUsuń