Strony

środa, 11 lutego 2015

Od Dorothy- poród

 Rano jak zawsze jadłam śniadanie gdy nagle złapał mnie mocny skurcz.
Zawołam ostatnimi siłami Neslie, żeby mi pomogła dojść do łóżka. Poleciłam jej, że ma sprowadzić Lolę(medyczka), a później polecieć do Ramzesa i go tu przywlec.
Położyłam się na łóżku. Gdy złapał mnie kolejny skurcz, to myślałam normalnie, że umrę. Ja już nie wiem. Czy jeszcze żyję, czy mi się tak wydaje. Przyleciała Neslie z Lolą i Ramzesem we własnej osobie. Nie mogę sobie przypomnieć co mia za wiązane na szyi. Chyba muszkę. Był taki elegancki... Aż już skurczów nie czułam. Trochę zabolało gdy go wyciągali. Ech. Życie jest piękne. Ramzes uczył już go chodzić czy biegać. Tak trzeba. Musi się nauczyć w godzinę, a jak się ni nauczy chodzić, to nie będzie potem umieć uciekać. Wstałam. Bolało, ale to nic. Chudy ten źrebaczek. Trzeba będzie go dużo karmić jak Barwinka karmi Moli. Ramzes patrzył jednym okiem na mnie, a drugim na dziecko.  Nasze dziecko. Myślałam, że jestem w raju. Jest tak pięknie.
BĘC! Źrebak się przewrócił. Rozpłakał się. Zaczęłam go pocieszać. Przestał. Wstał i chodził jak na wybiegu dla modeli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz