Strony

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Belli- Cz.1

Myśli odbijają się echem, ale czyny stoją w miejscy. 

Obudziłam się kiedy jeszcze było ciemno. Mój organizm potrzebuje mało sny, ale moje myśli potrzebują przerwy. Jeszcze tydzień temu byłabym teraz w jakimś nocnym klubie ze znajomymi. 
Spojrzałam na zegarek przy łóżku. 3 : 18. Nie zdążyłam się jeszcze w pełni przyzwyczaić do dziennego trybu życia. Skarciłam się w myślach za to, że właśnie wstaję. Mogłam jeszcze poleżeć lub coś poczytać. Z drugiej jednak strony lubiłam nocne spacery. Można wtedy spokojnie podziwiać okolicę, dowiedzieć się o niej wiele. 
Podziwiałam jakąś małą wiewiórkę, a potem weszłam do Lasu Ciszy. Wydawało mi się wcześniej, że to tłoczne miejsce. Poprzewracane drzewa i wysokie paprocie. Okazało się to jednak mylne i całe to miejsce to spokojna okolica. Starałam się zapisać wszystko co dostrzegłam. Nie byłam do końca pewna czy idę na zachód, ale to nie miało większego znaczenia. Gdyby coś było nie tak mogłam po prostu wspiąć się na drzewo lub biec tak długo jak byłoby to konieczne. Kiedyś musiałabym wyjść na teren stada. 
Szłam tak już co najmniej od godziny. Musiałam przyznać, że ten las robił wrażenie. Kiedy drzewa zaczęły się przerzedzać, a moich uszu dobiegł szum wody przyspieszyłam spragniona nowych widoków. Minutę później stałam już na klifie wpatrując się w ocean. Czarna woda nie przypominała mi niczego co widziałam w swoim życiu. Grzywy odcinały się od reszty, szalejąc na falach. Zapach soli drażnił mnie, a wiatr wwiewał drobinki piasku w twarz. 
Zeszłam na kamienistą linię plaży. Jakieś sto metrów dalej już docierała woda. Weszłam na twardy piasek z czasami tylko pojawiającymi się muslami. Podeszłam pod sam brzeg i zaczęłam wypatrywać świtu. Było wprawdzie jeszcze dużo czasu, ale to nie miało znaczenia. Stojąc tak i patrząc gdzieś daleko dostrzegłam małą postać. Jakiś inny koń lub człowiek nigdy by tego nie zauważył tak wcześnie. Mały punkt. Odcinał się na tle czerni jako mała jasna plamka. Można pomyśleć, że to tylko jakiś pień biały od soli, ale ja tak nie sądziłam. A potem zobaczyłam jeszcze ten ruch. Coś jakby wyłaniało się z wody i próbowało utopić pień. Oczywiście to nie był pień i ja to wiedziałam. Dałam susa do zimnej wody. Zadrżałam kiedy moje ciało omiótł chłód. Płynęłam tak szybko jak pozwalała mi na to woda. Wampiry pływają mniej więcej z szybkością samochodu wyścigowego na torze. Jednak dla mnie jest to zbyt wolno. Dotarłam na miejsce po minucie i czułam, że może być zbyt późno. 
Tym czymś w wodzie był koń i jego pan.
Jednak to zwierze nie było tym za co wzięłam je na początku. Myślałam, że to zwykły koń, a w rzeczywistości był to potwór. Już dość dawno nie słyszałam o tych stworzeniach. Legendy wygasły, a tradycja przekazywania sobie wiedzy o nich wymarła. Zapomniałam już o nich. 
Ogromny łeb wystawał groźnie nad taflą wody, a piana zakrywała potężne zęby. Ozy były jak dwie wypalone dziury, w których nie było widać nic prócz śmierci. Sierść tego czegoś zdobiły kryształy soli i krew. 
Zajęty topieniem właściciela koń nawet nie zwrócił uwagi, że tu podpłynęłam. To jedno z nielicznych stworzeń, które mnie nie wyczuwa. Rozważając jakie mam szanse na przeżycie wskoczyłam na grzbiet i wbiłam zęby w szyję potwora. Kły wydłużyły mi się natychmiastowo, przebijając twardą powłokę, która była skórą. Wijący się koń cofnął się na tyle aby jego właściciel był bezpieczny, a potem runął w tył. Odskakując zdążyłam jeszcze kopnąć go w dół. Upewniwszy się, że już nie powróci zajęłam się chłopakiem. Złapałam go za bluzę i pociągnęłam za sobą. 
Droga powrotna zajęła mi trochę więcej czasu, ale nie była to przesadnie duża różnica. 

C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz