Strony

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Margaux CD. Horizona

- Nie mogę normalnie żyć, bo ciągle myślę o niej! - rozpłakałam się - widzę ją nawet w gwiazdach, czuję na sobie jej wzrok! - cedziłam przez zęby.
- Od kogo? - zapytał Rise mocno mnie przytulając.
- Chcę się od niej uwolnić ale nie potrafię. To jak walka z wiatrakami. -  nie przestawałam
- Kochanie o kogo ci chodzi?
- Nienawidzę jej i tych jej orlich skrzydeł.
- Margaux chodź do medyka, nie dobrze z tobą. - zaproponował czule ogier
- NIE! Śledzi mnie!
- Chodź.
Zaprowadził mnie do medyczki, u niej zemdlałam. Obudziłam się dopiero na rano. Byłam w swoim domu, obok mnie czuwał Rise.
- Dzień Dobry śpiąca królewno.
- Rise? - miałam zamglone oczy. - Gdzie są gwiazdy?
- Jest już świt.
- CO? Jak to? - próbowałam wstać
- Leż. Zaczęłaś bredzić wczoraj wieczorem więc poszliśmy do medyka. Byłaś otruta.
- CO?!
- Spokojnie, będziesz żyć, uratowało cię tylko to, że jesteś nieśmiertelna.
- O Caruso... - usiadłam i się zamyśliłam. W tym czasie do domu weszła Milliete. Na jej widok wstałam i podążałam w jej kierunku.
- Miara się przebrała.
- Co chcesz zrobić? - zapytał idąc obok mnie przerażony Horizon.
- Wleję jej. - szłam pewnie do przodu. Targały mną emocje, nic nie mogło mnie powstrzymać, chwiałam się na równe boki. - Taką klaczkę to tylko lać i patrzeć czy równo puchnie! - Miliette cofnęła się o kilka kroków. Wiedziałam, że to ona chciała mnie zabić, ona lub Rise.

<Horizon?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz