Strony

wtorek, 10 lutego 2015

Od Kleofasa - zdobycie smoka

Wstałem o świcie. Nie zjadłem śniadania(za wcześnie!). Ruszyłem do Bassalt. Muiałbyć tam targ, z różnymi rzadkimi przedmiotami czy stworzeniami, m. in. smoki. Zazdrościłem siostrze oraz Barwince. Dorothy miała już poza jajem, Barwinka-jajo.

~W Bassalt~

Dużo tych jaj. Hmm... To duże drogie, a to małe-jeszcze droższe. Niespodzianka! Jajo ZA DARMO? Postanowiłem spytać handlarza.
-Ile kosztuje to jajo?
-Dam darmo w dobre kopyta-odpowiedział ponurym głosem.
-Biorę.-powiedziałem szybko.
-Uważaj. Jak się wylęgnie, to jak mały potwór...-dodał.

~W domu~
Ogrzeję to zmarznięte jajo. Ciekawe jaki to smok? Lodu? Wody? Światła? Zajrzałem do książki pożyczonej od Dorothy. Pooglądałem wszystkie zdjęcia jaj, ale takiego jak ja posiadam, to w książce nie ma.
Idę do Barwinki. Zawsze ma słowo, którego ktoś szuka.
-Hej!-przywitała się.-Co to za jajo? Twoje?
-Moje. Bez nazwe.
-Niemożliwe.
-Możliwe. To chyba jakś atrapa.-powiedziałem.
-To rozbij. Smocze jajo się łatwo nie rozbijają.
Rzuciłem jajem o ziemie. Pękło na małe kawałeczki. W środku był... nie smok, a... WĄŻ!
-Aaaaaaaaaaa!!!-Barwinka skoczyła na mnie.
-Geniuszko! Potrafisz ze zwierzętami się porozumiewać!
-No tak-otrzepała się i zaczęła syczeć.
Gad się obracał na syk Barwinki. W końcu go złapała i wykopała za okno.
-I po problemie. To był kiepski pomysł na zdobycie smoka-mruknęła.
-Wiem. Muszę znaleźć inny pomysł!-krzyknąłem i wyszedłem.
Błąkałem się po Telrain'ie, aż w końcu zatrzymałem się przy Drzewie Życzeń. Pomyślałem o przeżyciach w Heaven Hooves... o poznaniu Barwinki... To było takie piękne! I jest nadal. Zabłysło mi w oczach. Przez chwilę widziałem la' Fallen Ember wraz ze swoją smoczycą Crystal u boku. Ale co dobre, szybko się kończy- znikło nadzwyczajne zjawisko. Biegłem do Samotnego Drzewa. Zatkało kakao. Smok? Pod Drzewem? Co to ma być? Czuje się jak w filmie SHREK! Ja jestem osłem, a smok smoczycą na zamku?! Podszedłem bliżej. No nie! Odleciała!!!
Biegłem w jej cieniu. Widziałem, że coś kurczowo trzyma i nagle puszcza. Potknąłem się o to coś. Twarde jak nie wiem... Wróciłem się i zobaczyłem jajo. Na pewno smocze. Z książki to takie mi się najbardziej spodobało.
-Nazwę Cię... MAXI!!!-krzyknąłem.
Zabrałem jajo do domu, a na miejscu owinąłem grubym kocem. Po owinięciu wybiegłem na dwór i zacząłem wrzeszczeć na całe gardło: MAM SMOKA! NARESZCIE!

Koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz