wtorek, 10 marca 2015

Od Joy Do Lazo

To samo miejce. Zaraz jeszcze nastruj i że go zobaczę. Ludzie! Czy wszystkie muszą się tak zaczynać. Więc ja zaczene inaczej.
Tak. Była sobie Joy, klaczka o niebieskich oczach. I był sobie Lazo,ogier o czarnych oczach. Spojrzeli na siebie i już po chliwi zaczęli mówić. "Hej. Jestem. Jak tam? A ty?" Nie będę przedlurzac i skrócać. Mówię sensownie!

<Lazo>

Od Joy Do Lake'a

Siedziałam na pastwisku i jadkam samotnie trawę. Nie wiem dlaczego moje życie musi się zle skończyć. Nie że umieram, ale chyba nie znajdę tego jedynego. Ti bardzo smutne ,ale życie jak życie. Prawda. Mam kogie na oku, ale nie wiem czy on ma mnie. Jest bardzo śnieżnobiałym i ppieknym pegazem... Lake...
A więc wracając do mojego nudego i nicwartego życia. Dlaczego polowa, myślę ze więcej stada ma partnera lub partnerkę? Szczerze mówiąc nie wiem. Ale podejrzewam ze poprostu się bardzo lubili. Siedziałam spokojnie aż nagle podszedł do mnie Lake! Tak ten Lake!
-Hej.-powiedziałam trochę zawstydzona.

<Lake>

Odejście

http://fc04.deviantart.net/fs70/f/2013/315/d/b/sacre_by_fahlaemee-d6tvsgf.png 
Żegnaj, Dead Slice. Na zawsze pozostaniesz w naszych wspomnieniach...

Od Dead Slince - śmierć.

Jak co wieczór wybrałam się na krótki spacer po okolicy, jednak tym razem spacer mi się nieco przedłużył ponieważ zauważyłam jakiś cień, coś jakby ktoś mnie obserwował. Z początku chciałam zawrócić, lecz moja ciekawość wygrała. Podążałam za cieniem jak zaczarowana choć wiedziałam że coś tu nie gra. Nie wiadomo kiedy zastała mnie całkowita noc i jedynym źródłem światła był sam księżyc oraz gwiazdy, więc moje pole widzenia było dość ograniczone. Ile już podążałam za tym cieniem ? Godzinę ? A może nawet i więcej ? Chciałam zawrócić lecz po prostu nie potrafiłam. Zapewne byłam już daleko od terenów stada i wątpię abym znalazła drogę powrotną. Pomimo zmęczenia szlam dalej świadoma że za każdym najmniejszym krzakiem, drzewem czy kamieniem czai się okrutna śmierć. Po jakimś czasie doznałam cudownej ulgi, nareszcie mogłam odpocząć lecz byłam zbyt zmęczona aby choćby stać a co dopiero wracać. Niewiele myśląc położyłam się aby choć trochę odpocząć, lecz nie na długo ponieważ zza drzewa powoli wyszedł zabójca mej rodziny. Niemalże od razu poderwałam się i zaczęłam biec przed siebie, po kilku minutach biegu odwróciłam łeb by zobaczyć czy nadal za mną biegnie, ani żywej duszy. Myśląc że niebezpieczeństwo minęło zwolniłam i zaczęłam szukać drogi powrotnej. Znikąd tuż przed mym pyskiem pojawi się on. Pomimo mojej dość szybkiej reakcji wbił mi swe ostre jak brzytwa pazury w brzuch. Biegłam przez las z śmiercią na plecach. Przed nami był wąwóz - jedyna szansa aby pozbyć się go raz na zawsze. Chwile potem spadałam lecz nie sama. Jedyne co czułam to ulga.

Od Romenii CD. Draco

http://img4.wikia.nocookie.net/__cb20131214201948/harrypotter/images/c/cc/Parkinson.jpgSpojrzałam na ogiera cofając się o krok.
- No nie wiem.. - zniżyłam głowę.
- Proszę. - powiedział zamieniając się w człowieka. Przede mną stał przystojny dość wysoki chłopak w szarej bluzie.
- Noo.. okey. - powiedziałam niezbyt przekonana. Przymknęłam oczy , aby po chwili je otworzyć w ludzkiej postaci.

<Draco?>

Od Romenii CD. Draco

Nie miewam " fochów" ale teraz właśnie tak było, a może udawałam? Zadzierając chrapy w górę szłam powoli przez las słysząc za sobą łamane gałązki. Draco szedł zaledwie kilka kroków ode mnie zachowując bezpieczną odległość. Gdy weszłam do domu zatrzasnęłam przed nim drzwi.
- No, ej.. Romenia! Nie wygłupiaj się! - zaczął się bronić mówiąc przez małą szparę w drzwiach. Cisza. Usiadłam i zaczęłam rysować. Naszkicowałam słońce, niebo i wiatr szumiący w wierzbach nieopodal małej polany. Zatraciłam się w małej tabliczce. Dodałam szczegóły, ptaki na horyzoncie, nieopodal dwójka ludzi.. Wtem obudziło mnie trzaskanie do drzwi. Niestety chłopak nie dawał za wygraną i nie zamierzał odejść. Jaki on natrętny.. Odłożyłam obrazek na później i jednym moim gestem drzwi odkluczyły się i powoli skrzypiąc uchyliły się nieco.

<Draco?>

Nowy ogier!

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiEZ6ubjVYZJlCDDDZIbSuTyoaEYB3hJ5ePZHMe-ggYVB_Xi7Qd8dQVpluAeqaUQpY-EaqAQyuPYGULrEZT8AsFTRZ0ZW-Wm9XuG1oP01TqWKj6NPp6PVQ36JhgUfelDQdbHCViEfpq74sH/s1600/kary-obraz-kon.jpeg 
Szpieg - Dragon!

Nowa klacz

http://fc07.deviantart.net/fs71/f/2012/048/8/1/comm__intensity__by_star_fishy-d4q28vy.jpg 
Mnożymy się ;D powitajmy Crispello!

Nowa klacz!

http://th00.deviantart.net/fs71/PRE/f/2014/176/7/a/a_coastal_town_you_once_knew_by_mockingale-d7nxobi.png 
Powitajmy Anashię bardzo serdecznie! c:

Od Seana do Belli

- Sean, to jest naprawdę głupi pomysł - Gab szarpnął mocno przyjaciela za grzywę. Nie miał zamiaru gdziekolwiek go puścić, a już na pewno nie samego.
Ciało Gabriella było prawie całkowicie przeźroczyste. Ogier unosił się kilkanaście centymetrów nad ziemią. Tylko czarne smugi, widniejące gdzie nie gdzie mówiły wszystkim, że to nie duch. Duże, niebieskie oczy patrzyły ze złością na Notte, który zawzięcie szedł do przodu. Ten jednak trzymał go za włosy i szybował za nim łapiąc się wszystkiego co popadnie aby go zatrzymać.
Za nimi niepewnym krokiem szła Aliena - żona Gaba. Drobniutka, ale wysoka o jasnej sierści i rudych, długich prawie do ziemi włosach. Dziś upięła je w warkocz z prawej strony szyi przez co wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Duże brązowe oczy świeciły cennymi łzami. Ona też nie chciała go puścić, ale nie była taka uparta jak Gabriell.
- Przecież wiecie, że muszę to sprawdzić, a na siłę mnie tu nie przytrzymacie - Notte kłapnął ostrymi zębami tuż przy szyj przyjaciela.
- To prawda, nie przytrzymamy - powiedziała smutno klacz. Zatrzymywanie medium nie było takie łatwe, a ona o tym wiedziała. Miał zbyt potężną Moc aby mu się stawiali. W końcu nie bez powodu nazywany był Księciem Nocy.
Szarpnął mocno łbem, wyrywając się ala duchowi. Ośli upór Gaba był zabawny, ale też okropnie denerwujący. Aliena widząc narastającą złość między nimi odezwała się błagalnie:
- Książę, proszę skontaktuj się z nami jak tylko ją znajdziesz.
- Dobrze Alien... Gab?
Ogier puścił grzywę Seana przegrywając pojedynek i uścisnął przyjaciela. Klacz ucałowała odchodzącego na pożegnanie i szlochając cicho wróciła do swojej groty.
- Uważaj na siebie, Principe della Notte.
I tak oto Sean wyruszył na poszukiwania Belli.
* *
Galopem wkroczył do jesiennego lasu Li, który był najcichszym miejscem Tacony. Wszystko dookoła skąpane było w pomarańczowym świetle i jesiennych kolorach. Biegł ścieżką, a cichy tętent jego kopyt o kamienie odbijał się echem. Biegł kilkanaście dobrych godzin zanim dotarł do Wąwozu.
Wyciszenie umysłu pozwoliło mu zachować wiele cennej energii i utrzymać jednakowy oddech przez całą drogę. Może i nie potrafił przepowiadać przyszłości na zawołanie, ale umiał wpadać w trans wyciszenia. Nie była to łatwa sztuka i uczył się jej wiele lat. Stanąwszy na brzegu Wąwozu wysłał falę Mocy, która odpowiedziała mu tylko ciszą. Wkroczył na ubitą, suchą ziemię słysząc głośne stukanie swoich kopyt. Minął samotne, zeschnięte drzewo i wyszedł na zieloną polankę. Słychać było tu już śpiew ptaków i szum wody. Zastrzygł uszami. Kłusem dotarł do wodospadu Sii. Zatruta, pomyślał czując słodki zapach. Nic dziwnego, że ptaki były takie rozśpiewane skoro piły zatrutą wodę.
Następne miejscem, w którym się znalazł było Urwisko. Na jego szczycie stał koń imieniem Pacyfik.
- Szukam klaczy imieniem Nilsa.
- Chyba takiej nie ma u nas w stadzie.
- Bella?
- Aha... tak... znam ją - zbity z tropu zaprowadził go do klaczy.
* *

<Bella?>

Od Draco Malfoya CD. Belli

Podniósł się niepewnie. Spróbował się przemienić. Nie miał z tym problemu. Pytania zaczęły mu się mnożyć i czworzyć. Jakim cudem w tak krótkim czasie dała mu tyle energii? Wypił najwyżej kilka małych łyków. Choć trzeba przyznać, że to nie jest zwyczajna wampirzyca. Gdyby tak było nie byłaby człowiekiem. Skór też ma zbyt miękką i jasną nawet jak na ten gatunek. A jej oczy są nie z tego świata ani z 3Strefy*. Ogółem jak na wampira czy nawet dhampira była zbyt ludzka – zwyczajna. Jadła i piła jak każdy inny. Choć z pewnością krew również jaj smakowała.
Lekko oszołomiony udał się w stronę rumowisk. Musiał zapolować.
W duchu obiecał sobie, że dowie się co jest przyczyną zachowania i wyglądu tej klaczy.

<Koniec opowiadania>

Od Melody do Atlantici

-MAMO, MAMOOO! - krzyczałam. Biegłam za piękną, czarną, skrzydlatą klaczą. Na grzbiecie miała znamię w kształcie nuty. To była Muza, widziałam przecież dobrze! W pewnym momencie się zatrzymała.
-Melody, użyj głosu. - powiedziała i telepatycznie przesłała mi słowa pieśni, po czym odleciała w dal...
Nagle ciemna, czarna polana zamieniła się w jasny, słoneczny dzień i łąkę, pełną kwiatów. Wszystko wyglądało pięknie poza jednym faktem. Słowa pieśni były mroczne... Jakbym conajmniej miała trupa obudzić. Na samą myśl się przeraziłam. A może faktycznie to Pieśń Przebudzenia? Słowa brzmiały jak pradawny język... ale do tego trzeba mieć dar... I magiczną moc odziedziczoną po strażniku bramy muzycznej. A co jeśli moja matka..? Nie, to nieprawdopodobne, nie mogłabym zostać Strażniczką Muzycznej Bramy, to dla mnie zbyt wiele! Nie poradziłabym sobie! Zaczęłam płakać.
-Co się stało? - podleciała do mnie skrzydlata klacz. Miała ciepły ton, jak moja mama... Nawet mówiła podobnie!
-Ja chcę do maaaamyyyy! - zapłakałam. O dziwo mnie przytuliła. Wtuliłam łebek w jej opiekuńcze skrzydła. Moje były o wiele mniejsze, ale to nic dziwnego, w końcu ona była już dorosła, a ja? A ja taka mała...
-No już, nie płacz, pomogę znaleść mamę. Jestem Atlantica, a ty? - spytała i się do mnie uśmiechnęła.
-Jestem Melody... A mamusi... Jej nie znajdziemy... - zaczęłam szlochać.
-Na pewno znajdziemy. - klacz próbowała mnie pocieszyć.
-Mamusia opuściła nasz świat... - powoli się uspokajałam. -Przepraszam za kłopot... - powiedziałam cicho.
Klacz wyraźnie zbladła.
-A tatuś? - spytała.
-Tatusia macocha zatruła. - spuściłam łeb.
-Nie możesz tak sama chodzić po świecie, a co, jeśli coś ci się stanie? - popatrzyła na mnie z troską. Polubiłam ją. Pewnie miała swoją rodzinę i dużo na głowie, a ja jej jeszcze problemów dodawałam!
-Nic mi się nie stanie... - stwierdziłam po namyśle.
-Dołącz do Heaven Hooves, mojego stada. - powiedziała.
-Mogłabym? - spojrzałam na klacz z nadzieją w oczach.
-Pewnie! Chodź. - odparła wesoło.
-Jesteś taka miła... - powiedziałam cichutko. -Dziękuję. - uśmiechnęłam się lekko.

<Atlantica?>

Nowa klacz :D

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEje2OEYWQNSdoXua6o2u4Q8CX8MqEEGuS4o4uLCvWONwvPQ_FjTaqwYawgMBPuEIeQ40aLlLJE5IB2ng6acKLYgMqUhgPTFqUw1LRfjLNSA1EqHLMVdYBZnYcidfm5-XYQ5PCKcPj0T24wc/s1600/koa!.png 
Powitajmy Melody c;

Od Raven'a

Rozejrzałem się. Westchnąłem. Teraz jestem królewiczem. Mój pokój był duży. W jednym rogu stało niskie łóżko, w drugim kamienne naczynie z rybami. Była tam też biblioteczka pełna ksiąg najróżniejszego rodzaju. O ziołach, o koniach, o ptakach...
Z rozmyślenia wyrwało mnie pukane. Spojrzałem w stronę drzwi, w których stała Atlantica. Teraz moja mama. Stuliłem uszy na grzbiet.
- Proszę pani... - szepnąłem, ale Atlantica mi przerwała.
- Nie pani. Mamo.
Rzuciłem się w jej ramiona i wybuchnąłem głośnym płaczem. Łkając pytałem.
- Co się stało z Tosą, moją mam-mamą?
Atlantica usiadła obok mnie i wytarła mi łzy.
- Teraz jest tam - powiedziała, pokazując w górę - W niebie. Nic jej nie boli.
- A tęskni za mną..? - spytałem, usiłując nie rozpłakać się znowu.
- Ona tu jest.
Zdziwiłem się.
- Jest?
- Tak, jest - powiedziała Atlantica uśmiechając się lekko - ona tu jest i nad tobą czuwa. Razem z twoją ciocią, jedną i drugą.
- A jak się tam dostała?
Atlantica ponownie się roześmiała. Wtuliłem się w jej grzywę, gdy ona opowiadała.
- Najpierw trzeba iść do Doliny Królów. Tam jest brama...
Nawet nie wiedziałem, kiedy zasnąłem.

***
Obudziłem się. Przez okno wpadały leniwe promienie słońca. Jeden z nich padł na mój nos. Kichnąłem, a do pokoju weszła Atlantica i jej mąż, Sanarion. Nie, nie Atlantica i Sanarion. Mama i Tata. Zeskoczyłem z łóżka, ale niestety, wypchany pierzem pluszak znalazł się na mojej drodze, a ja pacnąłem nosem w podłogę. Mama pomogła mi wstać.
- Chodź kochanie, idziemy na Łąkę Przy Górach - powiedział do mnie Tata.
Wyszliśmy z domu i po krótkim spacerze znaleźliśmy się na pięknej łące otoczonej górami. Tata i Mama zajęli się rozmową z innymi rodzicami, a do mnie podbiegły dwa źrebaki.
- Hej - krzyknął starszy - Jestem Feel, a to Darkness - wskazał na karego pegaza - A ty?
- Ja..? - spytałem - Jestem Raven.
Feel uśmiechnął się.
- Ścigasz się?
Przełknąłem ślinę.
- No, wyścig? - spytał Darkness
- A... - wydukałem - A co to wyścig?
Darkness roześmiał się, ale zmrożony wzrokiem Feel'a przestał. Feel podbiegł do kamienia.
- To takie coś - tłumaczył - gdzie wszyscy biegną tą samą trasą w to samo miejsce. I kto będzie pierwszy, ten wygrywa.
- O - powiedziałem - To się ścigajmy!
Darkness podbiegł do kamienia.
- Od tego miejsca - powiedział, po czym pokłusował do innego, zielonego kamienia - Do tego miejsca.
Ustawiliśmy się na mecie. Mama była sędzią.
- Uwaga...
Feel nerwowo przebierał nogami.
- Start!
Pobiegliśmy, ale ja byłem najwolniejszy. I najmłodszy. Kilka metrów przed metą usłyszałem krakanie. Trzy wielkie kruki uniosły mnie i puściły na mecie.
- Wow! - ryknął Feel - Jak to zrobiłeś?!
- N-nie wiem... To chyba moja moc - zasugerowałem.
Mieliśmy powtórzyć wyścig, kiedy usłyszałem głos Mamy.
- Raven! Chodź, wracamy!
Pożegnałem się z Feel'em i Darkness'em i pobiegłem do Mamy.

<Atlantica lub Sanarion? Coś długie wyszło>

Serdeczne przeprosiny. Do wszystkich.

  Moi drodzy, z tej strony Atlantica.
Niestety Rose nie wywiązała się w ogóle ze swoich blogowych obowiązków, byłam więc ją zmuszona usunąć. Przykro mi to mówić już po raz trzeci, ale zostałam sama z tym blogiem. Rose odeszła, ale już wkrótce pojawi się nowa administratorka, która postara się mi pomóc. Dzisiaj dodam wszelkie zaległości ze strony mojej poprzedniczki, ale proszę was bardzo o wyrozumiałość. Dzisiaj nadrobię wszystkie zaległe posty, więc już od jutra HH wraca do normy. Przepraszam was tak bardzo. Ten blog jest moim całym życiem, ale powoli zaczyna mnie przerastać. Właśnie dlatego zatrudnię drugą adminkę. Mam nadzieję, że zdołacie mi wybaczyć i chociaż po części zrozumieć.
Dziękuję wam.