Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Foxtrotta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Foxtrotta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

Od Foxtrotta do Tikani

Daj spokój! Już tak dawno nie byliśmy gdzieś razem. - błagałem Tikani robiąc maślane oczka. 
- No dobrze. - zgodziła się wreszcie klacz przechodząc obok mnie i przejeżdżając zmysłowo wysoko podniesionym ogonem po twarzy. - To gdzie idziemy?
- To niespodzianka. - powiedziałem z błyskiem w oku. 
- No dobrze. - powtórzyła i zachichotała klacz. 

Tikani? Brak Weny ;-; >

czwartek, 5 lutego 2015

Od Foxtrotta CD Tikani do Black Fire

- To co jesteśmy umówieni?
- Pewnie tato.
Po tych słowach przytuliłem syna.
- Tato! Nie rozklejaj się psujesz mój Image.
- Okeyy. - zdziwiłem się ale poszedłem do sypialni. Położyłem się spać.

~~Nazajutrz~~

Wstałem wcześnie i uszykowałem Kukulkana. Założyłem mu siodło i nakarmiłem jego wszystkie trzy wygłodniałe paszcze.
- Gotowy? - zapytałem Black'a
- Jasne. Tyle, że ja nie lecę. Nie mam tak silnego smoka.
- Polecisz ze mną.
- Dobra. - zabrał plecak w którym spał mały Walkiri. - Wiesz.. ale jednak mam inny pomysł. Zabiorę Rain.
- Jak chcesz..
Po krótkiej chwili wyruszyliśmy w drogę na festyn do Bassaltu ale też na wycieczkę w dosłownie wszystkie miejsca Telrian'u

<Black?>

wtorek, 3 lutego 2015

Od Foxtrotta CD Tikani

- Myślicie, że możecie się tak szlajać po nocy bez MOJEJ zgody?! - wypalił syn. Zastanowiłem się chwilkę.
- Yyy Tak. - spojrzałem na młodego ogiera przekrzywioną głową okazując niezadowolenie.
- Black .. Nie przesadzaj. Jestem padnięta. Idę spać. - odpowiedziała Tikani ziewając.
- Ja też. - Zgodziłem się z żoną mrugając do syna na znak pokoju i zrozumienia.


<Tikani? Black?>

Od Foxtrotta CD Tikani

- Kocham Cię Tikani. - te słowa płynęły prosto z serca. - Przepraszam.. zaniedbywałem Cię trochę, przez tę wojnę.. zdałem sobie sprawę...- szukałem odpowiednich słów
- Już nic nie mów, - zaśmiała się klacz poprawiając grzywkę. Z blaskiem zachodzącego słońca wyglądała po prostu ślicznie.
- Nie, już nigdy się na takie coś nie piszę. Już zawsze będę tylko z Tobą. - pocałowałem klacz w policzek, a ona ugryzła wargę.

<Tikani?>

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Foxtrotta CD Tikani

- Udowodnij. - stanowczo rozkazała klacz leżąc w mych... ramionach?, Kopytach?
- Nie muszę Ci niczego udowadniać. - postawiłem klacz i pocałowałem. - Chodź za mną. - zaprowadziłem ukochaną nad jezioro amora spowite w białym puchu. Zastanowiłem się chwilę.
- Jeździłaś kiedyś na łyżwach? - zapytałem z błyskiem w oku. Klacz przecząco kiwnęła głową, - Chodź zrobię 2 pary dla nas. - Podbiegłem do drzewa i wyrąbałem płozy. 8 butów jak malowane!
- Powoli! - przytrzymałem chwiejącą się Tikani wprowadzając na lód.

<Tikani?>

sobota, 24 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani do Horizona

Zagwizdałem, a chwilę później niebo zasłonił znajomy cień.
- Kukulkan! - zawołał Black Fire, a smok podbiegł do niego z radością. Nagle na łapie gada zauważyłem nacięcie ubruzgane błękitną krwią a w środku kartkę..
Podbiegłem i delikatnie oczyściłem ranę smoka. Rozwinąłem zwój opieczętowany czerwonym woskiem.

Dolina Królów, czas nieokreślony.
Drogi Foxtrotte!
List ten, to sprawa niewątpliwie niecierpiąca zwłoki. 

Bogowie stada Cieni wywołali bunt. Są tak samo silni jak my. Natychmiast staw się z siostrą do Doliny Królów jeszcze dziś. Zaprowadzi cię tam Atlantica, moja wnuczka. Każdy wojownik musi przybyć ze swoim smokiem. 

~~Wszechpotężny Bóg, Władca Mroku, Moon.

- Co tam jest? - zapytała przerażona Tikani - Fox?! Co tam do cholery jest?!! - zaczęła krzyczeć. Podbiegła i wydarła mi kartkę. - To nie możliwe.. - zaczęła kiwać głową, - nie! Jeszcze nie teraz! - spojrzałem na ukochaną z żalem i nutką troski. Przy tym nie przestawałem okazywać pewności siebie i opiekuńczości. Nie mogłem jednak wypowiedzieć ani jednego słowa.
- Tato? - zapytał żałośnie synek. Ale wrócisz, prawda? 
- Tak. - próbowałem wydać się wiarygodny nie zdradzając przerażenia, że jeśli tylko coś pójdzie nie tak już nigdy nie wrócę do domu. - Muszę iść prędko zawiadomić Margaux. Proszę Tikani spakuj mnie. - pognałem przez las. Nagle w szpony chwycił mnie Kukulkan i wzniósł w powietrze. 
- Masz rację. Tak będzie szybciej. - zrozumiałem co chciał mi powiedzieć. Zniósł mnie na ziemię przed grotą siostry. Wparowałem bez pukania do środka. Klacz spojrzała się na mnie niepewnym wzrokiem. Horizon i Inferno też. 
- Co się stało? - zapytał Rise,
- Moon.

<Horizon? Dopiszesz troszku?>

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani

Rano gdy się obudziłem Black Fire jeszcze słodko spał. Wstałem i poszedłem do spiżarni zjeść trochę owsa. Potem poszedłem i w dole wyżłobionym w skałach umyłem twarz. Muszę iść cię umyć. Zostawię Black'a z Tikani, zaopiekuje się nim, a ja pójdę i zaraz wracam. Już miałem wychodzić gdy nastroszyłem uszu, zapatrzyłem się w dal i stanąłem w miejscu.
- Tikani?! - zaniepokoiłem się. Przeszukałem cały dom. Po klaczy ani śladu. Co się stało?! Już miałem wybiec jej szukać gdy znów się cofnąłem. No tak.. Black. Miałem zawołać Kukulkana żeby się nim zaopiekował, a jednak.. Delikatnie podszedłem do śpiącego synka i podniosłem ku górze. Zaniosłem go do Fallen Ember.
- Hej. Mógłbym zostawić Blackiego? - zapytałem na wstępie. Klacz spojrzała na śpiącego źrebaka i uśmiechnęła się.
- Pewnie. Atlantica też jeszcze śpi. - otworzyła szerzej drzwi pozwalając mi wejść. Musiałem zniżyć delikatnie łeb, aby nie uderzyć nim o framugę. Położyłem małego i sam wybiegłem jak najszybciej. Pierwsze co mi przyszło na myśl to Malfoy więc odwiedziłem go w pierwszej kolejności. Wparowałem bez pukania do jego groty. Siedział tam z Romenią i... , a z resztą.
- Puka się! - zniecierpliwił się ogier.
- Okey, okey już znikam... - skrzywiłem się lekko. Pobiegnę do Hermiony! - pomyślałem , ale szybko zawróciłem, zapomniałem, że ona odeszła... Tikani, Tikani... gdzie mam cię szukać?

<Tikani?>

niedziela, 11 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani

- Spokojnie kochanie, przecież ja tu jestem. - pocałowałem klacz, a wtedy Black się potknął zaraz obok mnie. Nie przerywając pocałunku podparłem go nogą i zamortyzowałem upadek.
- a ty ciapko uważaj - zaśmiałem się. Byłem dumny. - Mam pomysł. - powiedziałem i zagwizdałem. Na niebie pojawił się czarny cień a dolinę zakryła ciemność, po chwili Kukulkan stanął na ziemi, a Black schował się za moim zadem.
- Ej nie bój się, - zrobiłem krok w bok odsłaniając źrebaka. Ten szybko dostąpił mi kroku. Po chwili niepewności zaczął bawić się ze zdziwionym trzygłowym smokiem. Kukulkan znalazł sobie nowego przyjaciela, i na odwrót.

<Tikani?>

sobota, 10 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani

Zdziwiłem się, że mały tak szybko wstał. Byłem z niego dumny. Przytuliłem się do Tikani i przywitałem się z synkiem. - Witaj mały! - nie wiedziałem co powiedzieć.Black odpowiedział mi cichym rżeniem. - Nie będę ci przeszkadzał, jak pijesz. - uśmiechnąłem się, pocałowałem Tikani.
- Muszę iść powiedzieć Fall'owi i Ember.
- Jasne.
Po jakiejś godzinie wiedzieli już wszyscy. Ach ta komunikacja. Zlecieli się do naszej groty niczym ptactwo do karmnika.

<Tikani?>

piątek, 9 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani

- Ja, bardzo chętnie! Ale zamieszkasz ze źrebiątkiem u mnie, okey? - zapytałem czule. -w końcu większa jaskinia, lepsze miejsce..
 -Dobrze. - uśmiechnęła się klacz - tylko przestań gadać - roześmiała się. - Został tylko tydzień.. I co teraz?
- Jak to co? - zdziwiłem się
- a imię?
- no tak.. Może Wild Fire?
- Nie, zbytnio przestarzałe... FIRE.. FIRE..  "Black Fire"? - zaproponowała

<Tikani?♥>

Od Foxtrotta CD. Tikani

- Spokojnie kochanie. - uspokoiłem klacz bo wyglądała naprawdę źle.
- Czego pani chce żeby wreszcie podchodziła do tego poważnie?!
- No może.. jednej rzeczy.
- Czego?
- Kwiatu Pustyni
- A gdzie ja go do Caruso mam znaleźć?!
- Na pustyni.. - klacz schowała głowę w kopytach.
- Ach tak, czyli to takie proste. Obiecujesz, że jeśli dostarczę ci go zajmiesz się należycie Tikani i małym?
- Obiecuję.
I tak zaczęła się moja wędrówka. Usychałem z pragnienia, w końcu miałem upaść gdy zobaczyłem mały różowy kwiatek wychodzący pomiędzy szczelinami
- Mam cię! - wykrzyknąłem i wyrwałem roślinę. Sam bym nie doszedł, prędzej bym umarł. Zawołałem więc Kukulkana. Trzygłowy pupil przyleciał natychmiast i zabrał mnie do domu. Medyczka była przerażona widokiem bestii ale zabrała kwiat i dała lekarstwo Tikani po którym natychmiast urósł jej brzuch.
- Czary jakieś czy co?
- Teraz źrebię będzie się rozwijało prawidłowo, i obiecuję wam że będzie zdrowe i odporne na choroby co najmniej przez 4 lata. - zrzędziła medyczka a ja razem z Tikani wróciliśmy do domu.

<Tikani?>

Od Foxtrotta CD. Tikani

- O Boże...- spojrzałem na klacz ze łzami w oczach. Tikani tak samo. - Co teraz będzie? - zapytałem nie pewnie.
- Jak to co? Nic. Będziemy rodzicami. - Przytuliłem klacz. Byłem szczęśliwy ponad wszystko. Przyszła medyczka i powiedziała, że poród być może za tydzień.
- CO? Tak szybko? - wykrzyknęliśmy chórem
- Tak.

<Tikani?>

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Foxtrotta "Podarunek od Moon'a" cz.2

Oprócz szelestu łusek potwora i kołotania mojego serca, słyszałem tylko głuchą ciszę i dźwięki wody spływającej po soplach. Wszystkim tym odgłosom towarzyszyło przeraźliwe echo. Schyliłem się do poziomu podczas gdy bestia okrążała mnie w tę i z powrotem. Jedynym mądrym wyjściem byłoby oślepianie smoka i prowadzenie coraz bliżej wyjścia. Co dalej? Jeszcze nie wiem. Byłem już w połowie drogi gdy nagle przez ogon gada upuściłem lampę z której uciekły wszystkie świetliki. Stałem dłuższą chwilę szczerząc się do bestii ze speszoną miną. Nagle wykonałem gwałtowny ruch do tyłu i cwałowałem najszybciej jak się da w stronę wyjścia. Poczułem jej oddech na mojej szyi. To mnie zmobilizowało do szybszego jeszcze biegu. Wybiegłem z groty Wii i wykonałem gwałtowny skręt w lewo. Wszystko toczyło się tak jak w zwolnionym tempie. Jedna z głów smoka wyciągnęła się do przodu i "odgryzła" mi końcówkę grzywy.
- O nie! Tego już za wiele! - zdenerwowałem się - nie pobrzydzaj mnie! Beszczelne monstrum! - Odwróciłem się do niego na pięcie i zmierzyłem wzrokiem. W moich oczach musiała być jakaś moc, bo smok natychmiast ustąpił i przestał "warczeć"
- Która z głów chce oberwać pierwsza?! - na moje słowa bestia zaczęła się zwijać. - Nie skończyłem z Tobą! Wami? Czy jak tam. - Nagle na szyi prawej głowy zauważyłem coś w rodzaju złotej zawieszki. Wyciągnąłem nóż, i odciąłem potworowi drogę ucieczki,
- Jesteś mój. A teraz oddaj wisior. - na moje słowa "To coś" bąknęło - PROSZĘ ODDAĆ! - hmm a może trochę grzeczniej? pomyślałem - Szanowny smoku czy mógłbyś oddać mi proszę swój medalion? - o dziwo teraz zadziałało. Smok pokornie zniżył głowy i oddał swoją własność. Na blaszce były wyryte słowa:

" Smok Chaosu- Kukulkan jest twój. Dbaj o niego. 
~~Potężny Moon. Bóg Bogów.~~"

Serce mi zadrżało i zrobiło się słabo. Słyszałem o tym smoku. Zacząłem mówić z pamięci:

"Głęboko pod ziemią, w zapomnianej Jaskini Pradawnych, spoczywał zaklęty w kamień starożytny smok. Po przebudzeniu wpadł w szał, siejąc chaos i zniszczenie. By go powstrzymać, hodowcy zdecydowali się wykorzystać potężne zaklęcie Białej Ciszy. Wiele dni trwało odszyfrowanie treści czaru i przygotowanie niezbędnego rytuału, koniecznego do rzucenia zaklęcia. Gdy znana była już kompletna formuła inkantacji, a gwiazdy osiągnęły sprzyjającą konfigurację, rozpoczął się rytuał. Niestety Pradawny był w stanie oprzeć się sile czaru. Obrońcy nie poddawali się jednak - wiele smoków oddało życie, zużywając całą swą energię, by zwiększyć moc zaklęcia. Ich ofiara nie poszła na marne. Potężny cios przełamał w końcu obronę Pradawnego. Jego jaźń została zaatakowana przez wplecione w zaklęcie dusze poległych wojowników. Czar odmienił smoka, wpływając na jego umysł, duszę i ciało. Tak narodził się Kukulkan - pierwszy Smok Chaosu.
Czar Białej Ciszy był tak potężny, że jego energia wciąż przepełnia Jaskinię Pradawnych. Poprzez starcie z czarną magią starożytnego smoka zmienił jednak swoje działanie, któremu poddane zostają przekraczające próg jaskini chowańce. Hodowca, przyprowadzając swoje gady w to miejsce, musi liczyć się z tym, że ich jaźnie i ciała złączą się ze sobą, tworząc jedną bestię. By ten proces przebiegł poprawnie, konieczne jest wykorzystanie magii zawartej w rubinach. W ten sposób powstają kolejne smoki tego żywiołu."

Recytowałem dalej:

"Smok, który powstał przy użyciu czarnej magii poprzez poświęcenie trzech mędrców i scalenie ich w jedno stworzenie. Bestia obdarzona jest niewiarygodną zdolnością, a mianowicie - panowaniem nad trzema żywiołami, za co odpowiadają poszczególne głowy. Dodatkowo gad posiada inne wyróżniające talenty, w tym niewiarygodną siłę, przez co nie jest łatwym przeciwnikiem do pokonania. Smok Chaosu nie należy także do potulnych - jest bowiem agresywny i tylko potężni hodowcy są w stanie go okiełznać."

Piękny jesteś. - zakończyłem. WSPANIAŁY! - Od dziś prawie codziennie widywałem tego Smoka. 
Mam SMOKA! I to jeszcze najsilniejszego! Pierwszy smok CHAOSU!

The End

środa, 7 stycznia 2015

Od Foxtrotta "Podarunek od Moon'a" cz.1

Wiele słyszałem o grocie Wii. Podobno dzieją się w niej dziwne rzeczy. Nie wytrzymałem. Z samego rana gdy tylko wstało słońce oblewając tereny HH blaskiem i nadzieją udałem się w to pradawne miejsce. Wejście było wąskie i śliskie. Nic dziwnego, że niektóre konie stąd nie wracają. Kiedyś pewna klacz z naszego stada się tu udała i słuch o niej zaginął. Nie mogłem podzielić jej losu więc zaopatrzyłem się w lampkę pełną świetlików nóż i kilka innych rzeczy. Po drodze mijałem dziwne rysunki wyglądały jakby narysowane przez człowieka. Nagle usłyszałem szelest. Przez głowę przeleciało mi stado myśli.
 "Smok?"
"Pułapka zastawiona przez ludzi?"                                                      "Potwór?"      "Czarownica?"
"Po prostu, nic?"

Nagle coś chwyciło mnie za bark. Uskoczyłem jak oparzony. Odwróciłem się lecz po kimś nie było ani śladu, wtedy znów coś mnie chwyciło i znowu nikogo nie widziałem. Było już za późno na odwrót. Pokłusowałem przed siebie. Nagle przede mną Wybuchł ogień. Ukryłem się za skałą. Usłyszałem ryk, no to po mnie! Po kilku chwilach ostrożnie wyszedłem. Stwierdziłem, że żyje się tylko raz, ale w kilku wcieleniach. Nie miało to najmniejszego sensu ale poświeciłem lampą. Nagle moim oczom ukazały się trzy pary diabelskich smoczych oczu, a z ciemności wyszedł trzygłowy smok. 
"No to po mnie"
Heej mały. Śliczny jesteś wiesz? - zacząłem go oswajać i świecić lampą po oczach. Wykonałem kilka sztuczek których nauczyła mnie mama na swoim smoku, gdy odeszła on umarł razem z nią. Szkoda. Smok uległ i położył się na plecach, ale gdy odłożyłem lampkę od nowa zdziczał. Podbiegł do mnie i trącił ogonem. Ryczał i syczał. Chciał mnie zabić...

To Be Continued.

Od Foxtrotta CD. Tikani

- O TO, że byłeś dzisiaj w grocie u Tikani!
- No byłem, i co mi teraz zrobisz? - zaśmiał się ironicznie ogier
- Jak ja ci.. - już miałem mu natłuc gdy zatrzymała mnie klacz
- Fox, to nic nie da. - uspokoiła mnie. - Draco? Po co byłeś u mnie?
- Chciałem cię wyrwać od tego wariata. - patrzył na mnie - jeszcze mógłby ci coś zrobić. "Pan piękny" psia kość! Co ON ma takiego czego nie mam JA?! - zapytał Tikani.
- Coś na pewno. - zarżałem - to nie był powód żeby ją porywać. - stanąłem w obronie.
- Tikani? Co ma ON czego nie mam JA?!  - wypytywał ogier

<Tikani?>

Od Foxtrotta CD. Tikani

- Doszliśmy. - wpatrywałem się w drzwi. Po namyśle zapukałem.
- O, hey złotko. - powiedział ogier na przywitanie - po co przyszłaś?
Wtedy wyszedłem zza drzwi - przyszła ze mną. - Gdy to powiedziałem ogier cofnął się o krok. Byliśmy tego samego wzrostu ale ja byłem nieco szlachetniej od niego zbudowany.
- Ja tylko żartowałem.- ugiął się ogier. Podobno to morderca? Jakoś tego nie widzę. Zaczął szeptać coś po cichu. Po chwili zorientowałem się, że to zaklęcie. Stworzył przed sobą niewidzialne pole przez które nie mogłem przechodzić, a on wręcz odwrotnie.
- Jestem mordercą. Mogę cię w każdej chwili zabić. - wreszcie się odezwał.
- Ja jestem wojownikiem, nie dam się tak łatwo. -zacząłem uderzać w osłonę, a w końcu zaczęły się na niej pojawiać małe rysy, pomimo jego starań pękła tłukąc się jak szkło  i spadając na ogiera. Wpadłem obok niego i wytworzyłem pole magnetyczne. Uratowałem mu życie.
- Dlaczego byłeś dzisiaj w domu Tikani i zrobiłeś jej krzywdę?
- Nie było mnie tam dzisiaj.
- Łżesz

<Tikani?>

Od Foxtrotta Quest "Pogoń za źrebakami"

Dziś rano na plaży zobaczyłem Milliete.
- Cześć!
- O hej, co tu robisz?
- Przyszedłem się napić i podziwiać wschód słońca.
- Romantyk.
- może.
- Ej patrz! kto to? - wskazała klacz pokazując na siwą sylwetkę chudego, ale dobrze zbudowanego konia i pięć mniejszych biegających wokół niego
- Jakaś klacz.
- Ale tyle źrebaków? Koszmar..
- Tak. - zdążyłem odpowiedzieć, wtem koń nas zawołał.
- Hej! Możecie tu podejść?  - po tych słowach spojrzałem na Milliete.
- Idziemy?
- Pewnie. Tylko żeby nas nie poprosiła o niańkowanie tych małych. - rzuciłem
Gdy byliśmy tuż przed klaczą powiedziała:
- Moglibyście zaopiekować się moimi dziećmi?
- Prorok jaki czy co? - szepnęła do mnie Milliete.
- No jakoś tak..
Klacz kontynuowała - Ja muszę tylko coś załatwić. Dzieci! - zwróciła się do źrebiąt które natychmiast po jej słowach ustawiły się w szeregu od najwyższego do najniższego. - Najstarsza, - zaczęła klacz pokazując na Izabelowatą klaczkę - Ma na imię Jane. Potem są dwa bliźniaki: Monte i Carlo. Ładne z nich kasztanki ale uważajcie na nich bo lubią uciekać. Moje łobuzy! - powiedziała klacz i czule poczochrała źrebaki po grzywkach. I dwie najmniejsze: Luna i Mira. - Skończyła i nie pytając nas o zgodę ruszyła w las.
- To co chcecie robić? - zapytała Milliete. Gdy klacz zniknęła pomiędzy drzewami,- może chowanego?
- Dobrze! - odezwało się najmłodsze z gromadki.- poszukajmy Monte i Carlo!
- CO?! - Wykrzyknąłem chórem z klaczą. I zaczęliśmy się rozglądać. Rzeczywiście po bliźniakach nie było najmniejszego śladu. razem z Miliette przestraszyliśmy się nie na żarty. Przeczesaliśmy całą plażę. Miejsce było na tyle niebezpieczne, że obok nas o brzeg uderzały duże fale, Ocean. Spojrzeliśmy do tyłu, a tam stała tylko najstarsza klaczka.
- Gdzie te mniejsze? - zapytałem ale ona nic nie mówiła. - Luna, gdzie są pozostałe źrebięta?
- Nie tak mam na imię - odpowiedziała w końcu
- Mira? - zacząłem wątpić
- Nie.
- Janka?
- Mm.
- Jaaan.. ?
- Jane - podpowiedziała Milliete -
- Tak! Jane, gdzie są twoje siostry nie mówiąc o Monte i Christo?
- Carlo. - znów poprawiła mnie klacz. Zmierzyłem ją wzrokiem. nie pomagasz...
- Sorry.
- Okey Ja z Lun.. yy Jane idę szukać ich do lasu, a ty idź zobacz czy nie ma ich w wodzie.
- Tak jest.
Poszliśmy do lasu.
- Milliete! Tu są! - krzyknąłem i wróciłem na plażę z piątką źrebiąt. Wtedy przyszła ich matka
- Dziękuję za opiekę nad moimi skarbami. - podziękowała.
- Nie ma za co.
- Podobała wam się zabawa z kolegami?
-Pewnie! - krzyknęły chórem dzieciaki. Wróciłem z Miliette  do stada. Hah takie ćwiczenia nawet się od czasu do czasu przydadzą.

Zaliczony!
Nagrody czekają w sklepie c;

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani

- No wiesz. Jak tylko zaczęłaś krzyczeć próbowałem wyłamać drzwi, ale się nie udało. Heh są dość mocne. Po jakiś pięciu minutach wykopnąłem je i wszedłem do środka, a ty już leżałaś.. - zacząłem przypatrując się leżącej klaczy.
- Ktoś pewnie wszedł przez okno.. pamiętam tylko znajome rżenie i dotyk konia a potem... to na pewno nie był dotyk KONIA.  Takie coś było gdy byliśmy u ludzi...
- Hermiona Granger!
- Albo Draco Malfoy.
-CO?! - krzyknąłem, ale Tikani nie zareagowała
- Co któryś z nich miałby tu chcieć? a zwłaszcza ode mnie? - zdziwiła się.
- Nie wiem.
- Coś mnie pociągnęło za nogę, teraz cała mnie boli.. Tak samo brzuch. To musiał być ktoś silny.
- Malfoy.. - szepnąłem.  - Nie mogę cię tu zostawić żeby to się nie powtórzyło. Idziesz ze mną?
- Gdzie?
- No do Malfoy'a to jego sprawka tak?!
- Skąd wiesz, że Draco jest człowiekiem? - zapytała
- Sama mi o tym przed chwilą powiedziałaś "face palm"
- Nie miałam mówić..
- fajnie, że masz przede mną tajemnice. - poczułem się jak obcy
- To nie tak. - zaczęła się tłumaczyć
- To co? Idziesz? Nie zostawię cię tu.

<Tikani?>

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani

- Nie, wiesz.. będę się zbierać - uśmiechnąłem się.
- proszę.. - klacz spojrzała na mnie źrebięcym wzrokiem
- Nie chcę być nachalny, czy natrętny ..
- Nie będziesz
- Skoro chcesz.. - byłem strasznie zmęczony, a po klaczy nie było tego widać. Tikani położyła się na swoim miejscu, ja położyłem się na podłodze jak przystało na Dżentelmena.  Rano gdy się obudziłem nie na miejscu gdzie była Tikani nie było żywego ducha.
- Zerwałem się natychmiast na równe nogi. Okazało się, że klacz leżała obok mnie. Zdziwiłem się nie co ale okey. Przyniosłem śniadanie. Wtem klacz się obudziła.
Dzień dobry skarbie. - odezwałem się i pocałowałem ją w czoło.

<Tikani?>

czwartek, 1 stycznia 2015

Od Foxtrotta CD. Tikani

Ja mogę nawet zginąć, ale Tobie nic nie powinni robić! - odpowiedziałem zaskoczonej klaczy wpatrując się w chłopca. - Ej! Piękny! Chodź, nic ci nie zrobię. Mam dla ciebie i twojej narzeczonej po jabłku! Przecież widzę, że skoro tak blisko się trzymacie to to jest twoja żona. - Spoglądałem to na Tikani to na chłopca, i powoli podszedłem do płotu. Klacz również. Zjedliśmy po owocu, a mały człowiek nas pogłaskał. Chyba ma na imię Franek, bo ciągle tak na niego mówią.
- Musimy stąd uciec.. ale w gruncie rzeczy nie chcę się rozstawać z chłopcem.
- Doskonale cię rozumiem. - odpowiedziała Tikani.
Gdy Franek odszedł było coraz ciemniej.
- Przepraszam za wszystko. Oszalałem gdy dowiedziałem się , że dzieje ci się krzywda. - zacząłem się tłumaczyć.
- Spokojnie, nie chciałeś.
Wtem usłyszeliśmy gwizdy i zobaczyliśmy światło w stajni. Konie były zaganiane do środka.
- Teraz, albo nigdy! - Krzyknąłem, rozpędziłem się i przeskoczyłem przez płot. - Idziesz?
-Jasne!
Byliśmy wolni. Biegliśmy co tchu w nogach wracając do domu.

<Tikani?>