piątek, 27 lutego 2015

Od Vusser'a CD Lola

Przy próbie podniesienia się z podłoża, poczułam ostre ukłucie w klatce piersiowej . Tym samym miejscu, gdzie trafiła mnie strzała . Od razu opadłem na ziemię . Bolało strasznie . Przy każdym ruchu czułem piekący ból . Lola patrzyła na mnie bez silnie ze seszklonymi oczami . 
- Pobiegnij po kogoś - ja tu poczekam na Ciebie - powiedziałem przełykając ślinę .
Mimo bólu, oparłem się o mur i patrzyłem w stronę, w którą pobiegła ukochana . Po paru minutach przybyła razem z jakimś pegazem . Ten dotknął mojej rany, a ja zawyłem z bólu . Uderzyłem kopytem w ziemię .
- Co z nim ? - zapytała Lola konia .
- ...

< Lola ?>

Od Milliete CD Wild

Szliśmy dróżką w stronę mojej jaskini przy tym dużo rozmawiając . Kiedy doszliśmy na miejsce, weszłam do jaskini i rozejrzałam się dookoła, aby obejrzeć całą jaskinię ostatni raz . Spakowałam parę rzeczy i obudziłam Ajax'a, który spał . Nawet się tym nie zdziwiłam . Usiadłam na mojej ukochanej sofie . Spojrzałam na kominek, w którym wesoło trzaskał ogień . Weszłam do kuchni . Tej pamiętnej kuchni, gdzie tłukłam naczynia, rozlewałam mleko i o mało co jej nie podpaliłam . Będzie mi jej brakować .Spakowałam najważniejsze rzeczy i wyszłam . Razem z Ajax'em . Westchnęłam .
Razem z moimi tobołkami ruszyliśmy do mieszkania Wild'a . Kiedy weszłam do środka, dopiero wtedy dostrzegłam uroki tego miejsca . Było tam pięknie . Mój smok od razu rzucił się na fotel i zaczął chrapać .
- No to co teraz robimy ? - zapytał uwodzicielsko konia ?
- ...

<Wild ?>

czwartek, 26 lutego 2015

Od Sanarion'a do Atlantici

Obudziłem się rano. Atlantica i Raven jeszcze spali. Poszedłem w stronę Wodospadu Sii. Gdy dotarłem na miejsce przejrzałem się w tafli. Jakoś coś mi nie szło.... Ale co?

***

Doszedłem pod jaskinię. Wszedłem do środka. Stała tam Atlantica, a za nią roczny źrebak.
- Atlantica? Pozwolisz?- powiedziałem
Źrebak został, a my wyszliśmy.
- Co to za źrebak?- spytałem
- Wczoraj znalazłam ją.... Nie miała rodziców i postanowiłam ją przygarnąć....- powiedziała klacz
- A pytałaś MNIE o zdanie?!- sytałem
Cisza.
- Widzę, że jestem tu jak powietrze....- powiedziałem i wbiłam ostry wzrok w Atlanticę
Znów wzbódził się we mnie ten dawny Sanarion i nawet Atlantica niczemu teraz nie zapobiegnie.
- Oj to nie tak....
- A jak?! Wiesz cały czas coś.... To Raven, to ta klacz... Wogóle nie liczysz się z moim zdaniem!- powiedziałem ostro
Klacz tylko westchnęła.
- A może ja miałem inne plany....
- O co ci teraz chodzi?- spytała zaciekawiona
< Atlantica? >


Od Draco CD. Belli

Podniósł się niepewnie. Spróbował się przemienić. Nie miał z tym problemu. Pytania zaczęły mu się mnożyć i czworzyć. Jakim cudem w tak krótkim czasie dała mu tyle energii? Wypił najwyżej kilka małych łyków. Choć trzeba przyznać, że to nie jest zwyczajna wampirzyca. Gdyby tak było nie byłaby człowiekiem. Skór też ma zbyt miękką i jasną nawet jak na ten gatunek. A jej oczy są nie z tego świata ani z 3Strefy*. Ogółem jak na wampira czy nawet dhampira była zbyt ludzka – zwyczajna. Jadła i piła jak każdy inny. Choć z pewnością krew również jaj smakowała.
Lekko oszołomiony udał się w stronę rumowisk. Musiał zapolować.
W duchu obiecał sobie, że dowie się co jest przyczyną zachowania i wyglądu tej klaczy

< Koniec >

Od Belli - "Krawiec"

W stadzie Heaven Hooves zapowiadał się wspaniały dzień. Nad Telrian' em świeciło cieplutkie słońce, a lekki wiaterek sprawiał, że nie było duszno. Od samego ranka było słychać śmiechy innych koni, a pary przechadzały się wąskimi ścieżkami.
Bella szła właśnie w stronę Bassalt' u po trochę zboża. Po drodze minęła ją Tikani śmiejąc się głośno.
Po dotarciu na miejsce dostrzegła duży powóz stojący pod jednym z mniejszych drzew. Miał rozmiary małego domku jednorodzinnego. Otulony w mieniący się na morski odcień materiał i z dużą ilością dzwonków wyglądał całkiem kusząco.
Podeszła bliżej i dokładnie przyjrzała się pojazdowi. Zza niego wyszła wysoka smukła klacz. Jej czarna sierść połyskiwała w słońcu, a gęsta grzywa zapleciona była w drobną siateczkę.
- Witaj, w czym mogę ci pomóc? - zaczęła uprzejmie.
- Powiedz, skąd się tu wzięłaś? - przeczytała plakietkę na boku.
,, KRAWIEC !!!
STROJE NA RÓŻNE OKAZJE "
- Och praktycznie co miesiąc tu jestem. Robię objazd po całej okolicy.
- Ach tak... - zamyśliła się na chwilę. - Szyjesz różne stroje?
Przez całe przedpołudnie podziwiała jej piękne dzieła i co jakiś czas zadawała drobne pytania. Po powrocie do stada udała się do pary alfa i streściła historię o czarnej klaczy. Atlantica stwierdziła, że miło by było mieć jakieś stroje na Galę. W ten oto sposób krawcowa dostała pracę w HH.
< Koniec >
 

środa, 25 lutego 2015

Od Atlantici

http://fc03.deviantart.net/fs70/i/2011/351/0/e/ess_2011____sive_by_purpledaydreams-d4jbyhg.jpg  Biegłam przed siebie.
  Ciągle jeszcze byłam wstrząśnięta śmiercią Tosy, adopcją źrebaka...
  Dlatego biegłam przed siebie.
  Czułam się wolna i niezależna, właściwie jak nigdy dotąd. Najpierw minęłam Las, potem stopniowo Wąwóz aż w końcu znalazłam się przy małym wodospadzie Sii. Nie piłam tej wody, jest zatruta. Zaczęłam natomiast medytować; stopniowo przechodziłam w coraz lepszy stan umysłu. Kiedy byłam dosłownie krok od przejścia w stan nirwany dobiegł mnie źrebięcy głosik, który zupełnie wybił mnie z rytmu.
- Co robisz?
  Odwróciłam się i ujrzałam małe, myszate źrebię o hipnotyzujących niebieskich oczach. Źrebak był mały jak na swój wiek i raczej mizerny. Uśmiechnęłam się przyjaźnie, próbując ukryć złość, że mi właśnie przeszkodzono.
- Medytuję. - odpowiedziałam najradośniej jak potrafiłam. - Jestem Atlantica. Gdzie twoi rodzice?
- Nie mam ich. - mały wzruszył ramionami. - Ja jestem Heaven. - wyciągnęła kopytko w moją stronę, ja również. Kiedy tylko się dotknęłyśmy, poczułam coś niesamowitego; nie mogłam wyczuć jej energii. Widziałam tylko migającą przy końcach, żółtą aurę.
  Mała bardzo mnie zaintrygowała, muszę przyznać.
- Co się stało z twoimi rodzicami? - zapytałam łagodnie, jednak Heaven ponownie tylko wzruszyła ramionami.
- Odeszli jakiś czas temu. Zostawili mnie bo przewidziałam klęskę ich stada. Wyruszyli do Portu Dusz i już nie wrócili, chociaż ich ostrzegałam. Nie posłuchali. Nikt nie posłuchał...
  Byłam pod dużym wrażeniem emocjonalności małej. Mówiła o śmierci swoich rodziców jakby to była zwykła kolej rzeczy, jakby tak po prostu musiało być...
- Nie możesz tu zostać.
- Ależ nie zostaję. Jutro skoro świt wyruszam do Belldale. Tam poszukam ciotki, a jeśli nie znajdę... Cóż, chyba nie zostanie mi nic lepszego jak powrót na Martwe Ziemie.
  Zamarłam.
- Martwe Ziemie? Nie ma mowy. Nie możesz zmarnować sobie życia w ten sposób.
- A co lepszego mi zostało?
- Wyruszyć ze mną do Nowego Edenu. Jestem tam Przywódczynią stada Heaven Hooves. Proszę, chodź ze mną.Nie mam sumienia cię tu zostawić.
- Masz na myśli, że mogłabyś mnie zaadoptować?
- Tak. Właśnie to mam na myśli. Miałabyś brata - Raven'a. Jego matką była Tosa, ale umarła kilka dni temu, i jej ostatnią prośbą było, żebym go zaadoptowała. Dorastałabyś bezpiecznie, ze mną i San'em, i ze stadem. Nikt nigdy by cię nie skrzywdził... i nie opuścił.
  Heaven była dogłębnie wzruszona. Rzuciła mi się na szyję, wołając:
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!
  Przytuliłam maleństwo i obejmując ją skrzydłem ruszyłyśmy do domu.

< koniec >

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Tikani CD Foxtrotte

Wyszliśmy przed jaskinię.
- To gdzie mnie prowadzisz?- spytałam
- A to, to już niespodzianka- powiedział i poszedł przed siebie
Podążyłam za ogierem. Po około 10 minutach doszliśmy nad Wodospad Sii, a nad nim mały piknik.
- Och to dla mnie?- spytałam
- Tak- odparł dumny ogier
< Fox? Przepaszam, że tak długo :/ >

Od Loli CD Vusser

- Ty żyjesz!!- krzyknęłam i rzuciłem się ogierowi na szyję
- Tak, tak żyję- odparł i przytulił mnie
- Ale na pewno nic i nie jest? Jest wszystko w porządku? Ale jak to przecież umarłeś? Co się stało?- zadawłam milion pytań do
- Uspokuj się- powiedział Vusser- zwracajmy do domu. Pewnie źrebaki się niepokoją- odparł ogier
- Tak masz rację- powiedziałam
< Vusser? Jak widzisz brak weny ;-; >

Od Wild'a CD Milliete

Spojrzałem na klacz zdziwiony.
- Kobieto! Gdzie ty się spieszysz z dziećmi?- spytałem
- Tylko pytam- odparła
- Dobra, dobra. Możemy zamieszkać u mnie- powedziałem
- Dobra... To od razu chodźmy do mojej jaskini- powiaedział kląć i skręciliśmy w wąską dróżkę prowadzącą do jej jaskini
< Milliete? >

Od Ink'a CD. Shadow

Zastanawiałem się czy zabić tą nieznośną klacz czy może jednak nie.
Stanąłem w miejscu, głęboko się nad tym zastanawiając.
Kątem oka zauważyłem jakiś ruch. To Shadow próbowała się dyskretnie wycofać.
Złapałem ją w szpony mojej magii i przytrzymałem w miejscu.
- A ty gdzie się wybierasz? Jeszcze nie pozwoliłem ci odejść - wysyczałem uśmiechając się drapieżnie.
- Jesteś chory - wyszeptała, a z jej oka spłynęła łza.
Zaśmiałem się na te słowa.
- Ależ jesteś spostrzegawcza - odparłem odwracając się do niej tyłem.
Zaczynała mnie boleć głowa. W takim stanie umysł klaczy był dla mnie jak otwarta księga. Doskonale czułem jej przerażenie, widziałem myśli. Musiałem się skupić, a to nie było proste.
Zarżałem rozdrażniony i uwolniłem klacz.
- Dobra uciekaj. Nie mam nastroju żeby się z tobą bawić - mruknąłem do osłupiałej Shadow - tylko mam cie więcej nie widzieć. No idź!
Klacz oprzytomniała i wzbiła się w powietrze. Po chwili już jej nie było.
Ruszyłem powoli przed siebie, marząc o chwili samotności.
Powoli uczucia zanikały. Znów nic nie było. Pewnie bym się wściekł, lecz i to już zniknęło. Idąc przez las zasztyletowałem kilka wiewiórek i jakąś parkę drozdów, ale to za mało.
Po kilkunastu minutach marszu znalazłem się przy wielkim, rozłożystym dębie.
Ułożyłem się u jego korzeni i słuchałem otaczającego mnie świata.
W pewnym momencie złapałem mysz i teraz kazałem jej tańczyć kujawiaka.
Nagle usłyszałem coś jeszcze. Oprócz zwykłych leśnych odgłosów, dało się słyszeć również ciche kroki. Po chwili z krzaków wyłonił się jakiś koń, o ciemnej sierści. Od razu go unieruchomiłem i powoli podszedłem, zastanawiając się kogo złapałem.

<Ktoś?>

Od Atlantici CD. Tosy Inuit

- Nie możesz nam tego zrobić.... jesteś tutaj potrzebna!
  Wymieniłam spojrzenie moich zapłakanych oczu z San'em. Ogier pokiwał przecząco głową. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje.
  Raven przytulił się do matki, ale nie płakał, chociaż miał pełną świadomość tego co się dzieje. Wiem to, bo przekazał mi swoje emocje kiedy dotknęłam jego niskiego kłębu. Podziwiam małego za to, jaki jest twardy.
- Wszystko będzie dobrze... - powiedziała Tosa resztkami sił przytulając ogierka. Pocałowała go w czoło, ale on nie chciał odejść. Klacz niemal niezauważalnie kiwnęła głową na San'a, który w mgnieniu oka znalazł się przy nas, odciągając źrebaka od Tosy. Raven jednak dobrze wiedział, że 6tak po prostu musi być. Wyszeptał jeszcze do matki "Kocham cię!" i zniknął za masywnym bokiem mojego ukochanego.
  Na powrót zwróciłam się do klaczy:
- Musi być coś, co można zrobić... Musi, prawda?! - darłam się przez łzy. Tosa jednak tylko pokiwała przecząco głową, chwytając moje kopyto.
- Trzeba się pogodzić z losem. - zakaszlała, a mnie moje serce pękło na pół. - Proszę, opiekuj się Raven'em. On.. on jest dla mnie wszystkim.
- Tosa, nie...!
  Ale było za późno.
  Z oka klaczy popłynęła łza.
  Tosa wyzionęła ducha w moich ramionach.
- Obiecuję... - pocałowałam czoło klaczy, na które spłynęła łza.

< koniec opowiadania, żegnaj Tosa :'cc >

Od Milliete CD. Wild

- No tak - wydusiłam przez płacz i rzuciłam się ogierowi na szyję .
Nasze usta złączyły się w pocałunku, który był bardzo namiętny . Nie mogliśmy się oderwać przez parę minut . Następnie wtuliłam się w ogiera . Był tak ciepły . wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę jaskini .
- Teraz zostało jeszcze parę spraw do omówienia - zaczęłam - Gdzie zamieszkamy i czy w ogóle planujemy wspólne dzieci ?

<Wild ? Jak widzisz z weną jest dzisiaj źle >

Od Inferno CD. Anguy

- Tak. Już dobrze. Mam czachę jak.. koń. - zrobiłem grymas.
- Hah. To co? Idziemy?
- Tak. Ślicznie wyglądasz. - powiedziałem.
- Dziękuję. - klacz się lekko zarumieniła.
- To gdzie idziemy?
- Nad jezioro.
- Amora?
- Jasne. Chodź. - szliśmy równo stawiając nogi. - Nagle się zatrzymałem. - Jak bije twoje serce? -zadałem klaczy dość nietypowe pytanie.
- Co? - uniosła jedną brew ale po chwili przystawiła nogę do miejsca gdzie podobno jest serce i na głos mówiła. - Tuk tuk, tuk tuk, tuk tuk, - spojrzałem na nią i sam zmierzyłem mój puls. Podobno gdy kogoś coś łączy, to w pobliżu tej osoby ich serca się synchronizują. Teraz właśnie tak się stało. Gestem wskazałem Anguy'e, żeby posłuchała mojego serca. Brzmiały identycznie.

< Angua? >

Od Tosy Inuit do Atlantici, cz.2

Kiedy następnego dnia obudziłam się, nie miałam nawet siły wstać.
- Czyli jednak Aura mówiła prawdę... - wyszeptałam i podniosłam się.
Zachwiałam się na nogach, ale pełznąc wzdłuż ściany dałam radę dojść do drzwi. Skierowałam się do Milliete, od której odebrałam źrebaka. Mojego małego Raven.
- Chodź - powiedziałam do niego i ruszyłam do domu Atlantici. Raven skakał wesoło. Dobrze, że gdy dorośnie nie będzie tego pamiętał. Przynajmniej tyle...
Dotarłam do domu przywódczyni i Sanariona. Zapukałam, otworzyła mi sama Atlantica.
- O! - pisnęła na widok źrebięcia - Jest twój?
- Tak, ale Atlantico, muszę ci coś powiedzieć.
Atlantica spojrzała na mnie zaniepokojona.
- Ja... - zaczęłam, ale nie dałam rady dokończyć. Rozpłakałam się i łkając, tłumaczyłam jej wszystko - Raven ma moc śmierci, ja umrę! Przyszłam spytać, czy go przygarniecie...
Oparłam się o drzewo. Nie miałam nawet siły stać.
- I-ile ci zostało..? - spytała. Była całkiem blada i przerażona.
- Dzień...
Zasłabłam, musiałam się położyć. Raven podszedł do mnie.
- Mamo, co się stało..? - spytał
- Nic, nic - szepnęłam.
Atlantica podeszła do mnie i pomogła mi wstać.
- A Wrzos Filotes?
Pokręciłam głową.
- Nie działa - powiedziałam, po czym zwróciłam się do klaczy - Niewiele mi zostało. Przygarniesz go?
Atlantica spojrzała na źrebaka, a potem na mnie.
- ...

<Atlantica? I tak, możesz mnie uśmiercić >

niedziela, 22 lutego 2015

Od Wild'a CD Milliete

Podbiegłem do klaczy. Przytuliłem ją.
- Słuchaj to był mój błąd- powiedziałem
Klacz spojrzała na mnie przez łzy. Jedna spływała jej po policzku. Otarłam ją.
- Słuchaj.... Powiedz mi jedno.... Czy odpowiesz na moje pytanie: Tak czy Nie?- spytałem
< Milliete? >