- Czego pani chce żeby wreszcie podchodziła do tego poważnie?!
- No może.. jednej rzeczy.
- Czego?
- Kwiatu Pustyni
- A gdzie ja go do Caruso mam znaleźć?!
- Na pustyni.. - klacz schowała głowę w kopytach.
- Ach tak, czyli to takie proste. Obiecujesz, że jeśli dostarczę ci go zajmiesz się należycie Tikani i małym?
- Obiecuję.
I tak zaczęła się moja wędrówka. Usychałem z pragnienia, w końcu miałem upaść gdy zobaczyłem mały różowy kwiatek wychodzący pomiędzy szczelinami
- Mam cię! - wykrzyknąłem i wyrwałem roślinę. Sam bym nie doszedł, prędzej bym umarł. Zawołałem więc Kukulkana. Trzygłowy pupil przyleciał natychmiast i zabrał mnie do domu. Medyczka była przerażona widokiem bestii ale zabrała kwiat i dała lekarstwo Tikani po którym natychmiast urósł jej brzuch.
- Czary jakieś czy co?
- Teraz źrebię będzie się rozwijało prawidłowo, i obiecuję wam że będzie zdrowe i odporne na choroby co najmniej przez 4 lata. - zrzędziła medyczka a ja razem z Tikani wróciliśmy do domu.
<Tikani?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz