środa, 7 stycznia 2015

Od Foxtrotta Quest "Pogoń za źrebakami"

Dziś rano na plaży zobaczyłem Milliete.
- Cześć!
- O hej, co tu robisz?
- Przyszedłem się napić i podziwiać wschód słońca.
- Romantyk.
- może.
- Ej patrz! kto to? - wskazała klacz pokazując na siwą sylwetkę chudego, ale dobrze zbudowanego konia i pięć mniejszych biegających wokół niego
- Jakaś klacz.
- Ale tyle źrebaków? Koszmar..
- Tak. - zdążyłem odpowiedzieć, wtem koń nas zawołał.
- Hej! Możecie tu podejść?  - po tych słowach spojrzałem na Milliete.
- Idziemy?
- Pewnie. Tylko żeby nas nie poprosiła o niańkowanie tych małych. - rzuciłem
Gdy byliśmy tuż przed klaczą powiedziała:
- Moglibyście zaopiekować się moimi dziećmi?
- Prorok jaki czy co? - szepnęła do mnie Milliete.
- No jakoś tak..
Klacz kontynuowała - Ja muszę tylko coś załatwić. Dzieci! - zwróciła się do źrebiąt które natychmiast po jej słowach ustawiły się w szeregu od najwyższego do najniższego. - Najstarsza, - zaczęła klacz pokazując na Izabelowatą klaczkę - Ma na imię Jane. Potem są dwa bliźniaki: Monte i Carlo. Ładne z nich kasztanki ale uważajcie na nich bo lubią uciekać. Moje łobuzy! - powiedziała klacz i czule poczochrała źrebaki po grzywkach. I dwie najmniejsze: Luna i Mira. - Skończyła i nie pytając nas o zgodę ruszyła w las.
- To co chcecie robić? - zapytała Milliete. Gdy klacz zniknęła pomiędzy drzewami,- może chowanego?
- Dobrze! - odezwało się najmłodsze z gromadki.- poszukajmy Monte i Carlo!
- CO?! - Wykrzyknąłem chórem z klaczą. I zaczęliśmy się rozglądać. Rzeczywiście po bliźniakach nie było najmniejszego śladu. razem z Miliette przestraszyliśmy się nie na żarty. Przeczesaliśmy całą plażę. Miejsce było na tyle niebezpieczne, że obok nas o brzeg uderzały duże fale, Ocean. Spojrzeliśmy do tyłu, a tam stała tylko najstarsza klaczka.
- Gdzie te mniejsze? - zapytałem ale ona nic nie mówiła. - Luna, gdzie są pozostałe źrebięta?
- Nie tak mam na imię - odpowiedziała w końcu
- Mira? - zacząłem wątpić
- Nie.
- Janka?
- Mm.
- Jaaan.. ?
- Jane - podpowiedziała Milliete -
- Tak! Jane, gdzie są twoje siostry nie mówiąc o Monte i Christo?
- Carlo. - znów poprawiła mnie klacz. Zmierzyłem ją wzrokiem. nie pomagasz...
- Sorry.
- Okey Ja z Lun.. yy Jane idę szukać ich do lasu, a ty idź zobacz czy nie ma ich w wodzie.
- Tak jest.
Poszliśmy do lasu.
- Milliete! Tu są! - krzyknąłem i wróciłem na plażę z piątką źrebiąt. Wtedy przyszła ich matka
- Dziękuję za opiekę nad moimi skarbami. - podziękowała.
- Nie ma za co.
- Podobała wam się zabawa z kolegami?
-Pewnie! - krzyknęły chórem dzieciaki. Wróciłem z Miliette  do stada. Hah takie ćwiczenia nawet się od czasu do czasu przydadzą.

Zaliczony!
Nagrody czekają w sklepie c;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz