-Słucham? Coś się stało?
-Tak. Ja...
-Stało się coś poważnego?
-Bardzo. Neslie uciekła na dobre. Wczoraj jej nie było, dzisiaj jej nie ma. Barwinka nic nie wie. Wszystkich pytałam. Bardzo się denerwuję. A to szkodzi ciąży podobno. Ja nie wiem. Co się dzieje w ogóle, nie mam pojęcia. Pomógłbyś mi szukać?-zapytałam.
-Nie martw się. Poszukam go.-powiedział.
-Nie! Poszukamy go razem.-zaprzeczyłam.
-Ale nie możesz się denerwować.-mówił.
-Wiem.-mruknęłam.-Ale mam prawo szukać smoka. Jeszcze mojego na dodatek.
-To chodź. Nawet powinienem Tobie się sprzeciwić. Ale tego ne zrobię. Za godzinę wyruszamy.
-Ok.-potwierdziłam. Poszłam do domu po najpotrzebniejsze rzeczy. Latarka się przyda, kanapki, sok, cukier oraz marchew. Wszystko razy 2. Gotowa jestem. Wróciłam do Ramzesa z plecakiem. Też miał. Wziął apteczkę.
-Ruszamy. Za chwilę się ściemni.
Szliśmy koło potoków najpierw w stronę gór. Zamiast smoka znaleźliśmy feniksa. Innego niż ostatnio:

-WOW.-zaniemówiłam.
-Ten by się nadał. Nawet.
-No jasne. A na co?
-Na ptaka domowego. Którego sięw ypuszcza raz dziennie-uśmiechnął się.
-Szukamy dalej. -powiedziałam. Z gór zeszliśmy koło Wodospadu Sii. A tam było Sia, która jak zwykle moczyła nogi.
-Hej! Jestem Dorothy. Widziałaś może jakąś smoczycę?
-Nie. Widziałam duży cień. I tyle.
-Ah. I co teraz?
-Zostało jeszcze dużo innych miejsc.
Wróciliśmy się kawałek na Łąkę przy Górach. Za dużo śniegu jeszcze na wykoszenie, strasznie dziubie. Nawet śladów smoka tam nie było widać.
Podbiegliśmy trochę pod Groty Hagastove, ale tam jest zbyt poskręcane, żeby smok tam wleciał.
Od Grót w stronę Ciemnej Puszczy. Coś nam przefrunęło przed nosami. Obejrzeliśmy całą puszczę, i znaleźliśmy łanię:
A na skale obok zobaczyliśmy pegaza, który nagle odfrunął.
Nagle przyszło mi na myśl- Może będzie w Leśnej Świątyni Scheidt? Nie jest to po drodze. Najbliżej jest Bassalt. Na moją orięntację. Tam było tylko pełno krasnoludów. Ani śladu po smoku.
Kierunek cmentarz. Zaczyna się ściemniać. Nikt tu nie był od wczorajszego wiatru ni na drzewie ni na ziemi.
-Ramzes. To ostatni dzisiejszy punkt. Jutro wyruszamy o świcie ciąg dalszy.
-A teraz jest jeszcze blisko do Samotnego Drzewa.
-Dobrze. Mam latarkę. Będę nią najwyżej świecić.
Pod Samotnym Drzewem leżał sobie pegaz, którego wcześniej widzieliśmy. Znowu odleciał. Patrzyliśmy w górę. Fruwał nad naszymi głowami orzeł.
Wracaliśmy do domu zmęczeni. Smoka nie było.
~Nazajutrz o świcie~
Spokowałam to co ostatnio. Ramzes czekał na mnie przed domem.
-Chodź. Musimy się uwijać. Trzeba zwiedzić jeszcze trochę.
Szliśmy w stronę Jeziora Amora. Teraz pegaz nam nie ucieknie. Zaplątał się w glony i nie może wyfrunąć z wody. Ramzes wskoczył do jeziora i pomógł mu, a ten natychmiast odleciał. Na przeciw ległym brzegu był łoś siedzący w trawie:
Biegliśmy w stronę Drzewa Życzeń. Zjedliśmy tam śniadanie i odpoczęliśmy. Ustaliliśmy, że Jaskinie Szamanów, Rumowisko oraz Wąwóz odpuścimy, Grotę Wii i Urwisko także. Ruiny to zabytek, więc tylko pooglądamy z zewnątrz, a Pustynię ominiemy szerokim łukiem. Najbliżej chyba teraz mamy do Ruin. No to marsz!
Nic nie było widać. Zamglone. Pustynia? Tak samo. Jakby zbierało się na burzę piaskową. Najbliżęj teraz to do Lasu Kaskady. Przeszliśmy go wzdłuż. Nic Ani śladu po smoka. Zaczynałam się martwić.
Kłusem ruszyliśmy nad Ocean Nieba i Ziemi. Tym razem były ślady smoka i kopyta. Prowadziły nas spowrotem, tyle że krótszą drogą. Dotarliśmy aż do gorących źródeł.
-Żałuję, że się na to namówiłem. Strasznie boli mnie kręgosłup.-mówiąć to ogier wskoczył do wody. A ja zobaczyłam za to mojego smoka, z tym pegazem u boku na skale. Smok nagle zlecia do mnie, a pegaz patrzył ino z pod oka:
Ach! Co za ciężkie 2 dni. Wracaliśmy w trójkę, do domów. W drodze mówiłam do Neslie(co na pewno śmiesznie wyglądało) że nie można uciekać z domu tak sobie.
~Kolejnego ranka~
-Cześć-powiedział Ramzes.
-Hej. -odpowiedziałam.
-Przyszedłem zapytać jak się czujesz.
-Dobrze.-chrząknęłam.
-To dobrze.-potwierdził.
-Wiesz. Neslie znowu przepadła, a ja się naprawdę źle czuję.
-Pewno ten pegaz miał coś z tym wspólnego.-rzekł ogier.
-Żarcik. Siedzi pod łóżkiem.-pzachichotałam.
<Ramzes? Wena dziś góruje.>
1 Pochwała trafia na twoje konto- Dorothy ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz