- Coś się stało? - spytał. Nie odpowiedziałam. Nagle rozpoznałam tenże dźwięk. Był on rykiem niedźwiedzia. Coraz bardziej się zbliżał. Demoo stał zaniepokojony i patrzył na mnie.
- Demoo, niedźwiedź - powiedziałam i zauważyłam świecące w gąszczu cytrynowe ślepia, należące do niedźwiedzia. W jednej chwili zdałam sobie sprawę z powagi sytuacja. Niedźwiedź wyszedł z gąszczu krzewów i rzucił się na ogiera, wzbudzając we mnie wielki przypływ odwagi. Dosłownie skoczyłam na niego i wbiłam mu róg w pierś. Niedźwiedź ryknął i uderzył mnie łapą. Poczułam ciepłą krew na boku. Pokonałam ból i wbiłam mój róg jeszcze raz, tym razem w szyję. Niedźwiedź upadł tuż przed Demoo. Spojrzałam na swoje dzieło, potem na ogiera. Demoo spojrzał na niedźwiedzia, potem na mnie i cofnął się. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz zamknął je z powrotem. Zachowywał się, jakbym to ja chciała go zabić. Westchnęłam.
- Demoo, musiałam.
Ogier kiwnął głową.
<Demoo? Tosa nie lubi misiuff C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz