poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Tosy Inut - Quest "Wędrówka"

Ostatnimi czasy konie ze stada przestały mnie doceniać. Naśmiewają się ze mnie, ze zwykłych, codziennych spraw, nawet z karmienia mego smoka, Stalkera. Czułam, iż przestaję być cokolwiek warta, że jestem jak śmieć, nic nie wart śmieć, który tylko czeka, by go zmielić na proch. Szukałam czegoś, czegokolwiek, by udowodnić swą wartość. Wpadłam więc na szaleńczy pomysł, na tyle nienormalny, by zwykły koń nie odważył się nigdy zrobić czegoś choćby trochę podobnego. Mianowicie, postanowiłam wspiąć się na Górę Bogów, najwyższy szczyt Telrianu.
http://fc09.deviantart.net/fs71/i/2012/327/3/a/dragon_mountain_by_nkabuto-d5lw2lu.jpg
Środkowy jej szczyt, Smoczy Szpic, był mym celem. Pozostał on niezdobyty aż do dnia dzisiejszego. Moje ewentualne zdobycie go pomogłoby mi zostać szanowaną i podziwianą.
Następnego dnia, nierozsądnie nie spakowawszy nic, nawet nie zawoławszy smoka, wyruszyłam. Od Góry Bogów dzieliło mnie niewiele, trudność zaczęła narastać dopiero po rozpoczęciu wspinaczki. Skały Smoczego Szpicu były ostre i podłużne, do tego stopnia, iż nie miałam gdzie oprzeć kopyt. Pisnęłam, gdy ostry kamień wbił mi się w nogę. Podciąnęłam się i wspięłam na płaską grań. Może powinnam wrócić - pomyślałam i spojrzałam w dół. Niestety, do ziemi dzieliło mnie około półtorej kilometra, i tyleż do szczytu. Byłam w połowie drogi. Wstałam i pech chciał, ale nadepnęłam na żmiję. Odskoczyłam, ale wąż już wbił mi się w pęcinę. Czułam, jak wpompowuje mi pod skórę jad. Zrzuciłam go z siebie i pbiegłam ścieżką w górę. Później wszystko przebiegało dobrze, aż do wieczora. Tuż po zmroku zaczęłam słabnąć, a z wstępnie zabliźnionej rany zaczęła sączyć się krew o ciemnobrązowej barwie. Noga zaczęła słabnąć, aż w końcu dopadł mnie paraliż. Najpierw objął on tylną nogę, potem jedną przednią, aż w końcu zasłabłam i upadłam tuż przed wejściem do jaskini.

.:Jakiś czas później:.

Obudziłam się i pierwszym, co ujrzałam była końska czaszka. Znaczy jej przekrój, wiszący na ścianie w formie plakatu.
- Auro? - spytałam niepewnie, ale nie odpowiedziało mi nic. Przede mn paliło się ognisko, nad którym piekła się dynia. Do środka wszedł postawny koń ziemski.
- Wydobrzałaś - wychrypiał - W takim razie możesz już wracać?
Ogier pytał mnie o to z niekłamaną troską, bo mimo swego wyglądu i głosu miał miękkie serce. Wstałam i kiwnęłam głową. Ogier dotknął mnie. Znów zasłabłam, a gdy wróciła mi świadomość, byłam przed domem Atlantici. Klacz natychmiast dopadła do mnie i krzyknęła.
- Och, jesteś, a my tak się o ciebie martwiliśmy! Wszyscy!
Uśmiechnęłam się.
- Nic mi nie jest, Atlantico.
Skierowałam się do domu, z niekłamaną satysfakcją, że jednak nie jestem tylko śmieciem.

Zaliczone!
Nagrody w sklepie c;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz