- Puść mnie. - Powiedziałam, ale moje słowa straciły na stanowczości. Już chciałam przystanąć i wszystko mu powiedzieć. Zobaczyłam w jego oczach troskę i bezpieczeństwo. Właśnie wtedy powiedział:
- Możesz mi odpowiedzieć? - Jego słowa były oschłe i brutalne. Nie mający kszty współczucia. Widocznie mężczyźni nie czują nic! Nie są aż tacy wrażliwi i kochający jak kobiety. Mają tylko jeden cel w życiu: Mieć jak najwięcej źrebaków, których nawet jak się coś stanie nie traktują poważnie! Nie traktują ich jak własne dzieci...
- Wiesz co? - zaczęłam. Walczyłam z własnymi oczyma które jak na złość próbowały wydalić jak najwięcej łez. Nagle się poddałam. - Nie chcę, po prostu nie chcę. - skończyłam i w odruchu rzuciłam się w las. Ogierowi nie przyszło na myśl żeby pobiec za mną. Krzyknął tylko:
- MARGAUX!
- ZOSTAW MNIE! - wybuchnęłam w biegu. Po chwili zaczęłam żałować tych słów, ale już było za późno. Poszłam pod wielkie, rozłożyste drzewo, nad grób Wistany- naszej nienarodzonej córeczki. Usiadłam przed Stosem kamieni. Spoglądałam na największy z nich z wyrytym napisem: "Tu spoczywa Wistana, Nasza ukochana córeczka i siostra." Zaczęłam płakać. To była raczej histeria. Moja moc potrafi goić rany. Niestety TAKICH ran, nie jestem w stanie goić...
<Horizon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz