niedziela, 8 lutego 2015

Od Demoo CD Tosa Inuit

Z roga klaczy wciąż kapały krople krwi martwego niedźwiedzia. Jeszcze raz spojrzałem się na leżące przede mną zwłoki. Zrobiłem dwa kroki do przodu i skłoniłem się przed nimi.
- Spoczywaj w spokoju, wojowniku śmierci. - rzekłem i z powrotem wstałem. Tosa spojrzała się na mnie jak na nienormalnego... zapewne słusznie lecz Lysiana już we wczesnym dzieciństwie wpajała mi, że niedźwiedzie należy cenic i szanowac, choc uczyniły nam wiele złego. - niedźwiedzie powinno się szanowac... ale wiem, że musiałaś. - powiedziałem do klaczy. - idziesz? - spytałem się i znów ruszyłem w stronę gorących źródeł - niedługo zlecą się to inne drapieżniki.
- Pewnie. - powiedziała po chwili i dorównała mi kroku. - co powiesz na mały wyścig? - zaproponowała nagle i nieco przyśpieszyła, najwyraźniej oczekując na odpowiedź. Nie mogłem jej odmówic.
- Jasne. - odoje zaczęliśmy biec z zawrotną prędkością. Trudno stwierdzic nawet, które z nas było szybsze, gdyż prowadziliśmy na zmianę. Raz ona, raz ja. Wpadłem na pewien pomysł... - nie przestraszysz się? - spytałem się klaczy, ta spojrzała się na mnie kątem oka i dalej biegnąc, odpowiedzaiała.
- Nie. - zmieniłem się w płomienie i zacząłem leciec równo z Tosą tworząc wokół niej płomienną wstęgę. Ciekawy byłem jej wrażenia, jednak nie zdołałem go dostrzec po drodze. Przemieniłem się z powrotem w siebie dopiero na miejscu.

<Tosa? Żeby nie było, weny nie mam nadal... choc, o dziwo, zdołąłam napisac pierwszy rozdział książki :) >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz