- Mama. - szepnął niewyraźnie.
- Już dobrze. - uspokoiłam. - co się tam stało?
- Ambrose nie było. To nie jej wina. Vous był u mnie więc on też nie. Poczułem się źle i położyłem, a gdy się obudziłem już było pełno dymu i otoczył mnie ogień. Wtedy się tak oparzyłem. - opowiadał -
Próbowałem nad nim zapanować ale nie mogłem. To było silniejsze ode mnie. Nawet nie mogłem się w nic zamienić.. Więc zagwizdałem i przyleciała Ambrose. Nie wiem jak, ale jakoś dostała się do środka i okryła mnie skrzydłami żebym nie spłonął. Aż do waszego powrotu...
- Rozumiem skarbie. Już nic nie mów - pocałowałam Inferno w czoło. Do środka wszedł Horizon.
<Horizon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz