sobota, 3 stycznia 2015

Od Fallen Ember do Milliete

  Było nad ranem, kiedy jak co dzień zbierałam się, żeby wznieść na niebo słońce. Dzisiaj Fall mi nie towarzyszył; wybrał się w podróż do Shademarsh, żeby uzupełnić zapasy paszy na zimę i wróci dopiero za kilka dni. Tak więc podążałam samotnie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Kiedy stanęłam nad urwiskiem na skalnym podeście, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że czuję na sobie czyjś oddech. Odwróciłam się gwałtownie, a stojąca za mną Milliete zrobiła wielkie oczy i szpenęła:
- BU! - odskoczyłam do tyłu i zaśmiałam się cicho, że przestraszyłam się czegoś takiego.
- Ale mnie nastraszyłaś. Co tu w ogóle robisz?
- A wiesz... Chodziłam tędy i owędy kiedy zobaczyłam twój cień. - wyciągnęła z małego tobołka (który dopiero teraz zauważyłam) dwie garście niezwykle rzadkiego rodzaju owsa i jedną podała mnie. Miała pełną buzię, ciągnąc dalej. - I postanowiłam zabawić się w ninję. Przyznaj, kurka, udało mi się!
- Cóż, rzeczywiście - zachichotałam - ale to takie nie w twoim stylu. No wiesz, jakiekolwiek zabawy, uśmiechy i w ogóle... Jest jakiś powód tej niezwykłej radości?

< Milliete? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz